poniedziałek, 30 grudnia 2019

Beczka gorzkiego śmiechu, czyli "Noc Peruna" w serialu "Komisarz Alex"

Nigdy dotąd nie spodziewałem się, że na łamach niniejszego bloga będę kiedyś odnosił się do jakiegoś słabego serialu telewizji publicznej. Jednakże w ramach jednego z takich seriali, mianowicie w "Komisarzu Aleksie", w odcinku "Noc Peruna" wyemitowanym pierwszy raz 29 grudnia 2019 na kanale TVP 1, postanowiono sięgnąć po motywy słowiańskie.

Kadr z odcinka "Noc Peruna" z serialu "Komisarz Alex" (TVP 1)
Nie trzeba być zwolennikiem teorii spiskowych, by zdawać sobie sprawę z tego, że telewizja publiczna w naszym kraju jest od dłuższego czasu narzędziem propagandy. To siłą rzeczy narzuca formę, w jakiej przedstawione zostają słowiańskie elementy i związane z nimi postaci. Odcinek ten w niewybredny sposób ośmiesza osoby zainteresowane słowiańskimi wierzeniami (w tym przede wszystkim kultywujące słowiańską wiarę), jak i środowisko naukowe antropologów, czy religioznawców. Skoro można okpić zarówno dawne wierzenia (nawet bez bycia antyklerykałem nie da się zaprzeczyć, że chrześcijaństwo jest w Polsce religią faworyzowaną) poprzez tanie zrównanie z sekciarstwem, jak i dziedziny nauki, takie jak antropologia, etnologia, etnografia, które są ostatnio marginalizowane w kontekście działań dotyczących szkolnictwa wyższego, to czemu nie? Dwie pieczenie na jednym ogniu.

czwartek, 19 grudnia 2019

Szczodre Gody, Słońca Stanie!

Szczodry Wieczór, Szczodre Gody, Szczodruszka, Godowe Święto, Koliada, Kracun, Stanie Słońca, Zimowy Obrót Słońca - to wszystko nazwy słowiańskiego świętowania zimowego przesilenia. Obrzędy w różnych częściach Słowiańszczyzny dotyczą tego samego: uczczenia narodzin Nowego Słońca.

Ludwik Stasiak, "Kolędnicy", 1929 (domena publiczna)
Zimowe przesilenie, zazwyczaj przypadające na 21 grudnia, to czas, gdy po najdłuższej nocy dni zaczynają rosnąć. Dlaczego ten czas jest tak niezwykły? Rozpraszając nocne ciemności, Słońce pokonuje chaos i śmierć. Swaróg, słowiański demiurg, wykuwając z grudki złota Nowe Słońce - swego syna Daźboga - występuje tu jako prawodawca. Wyznacza prawo i porządek. To triumf jasności, życia i ładu - nad ciemnością, chaosem, śmiercią i nieporządkiem. Wzrastające wraz z długością dnia Słońce symbolizuje nowe życie. Zimowe przesilenie to także moment, kiedy zaczyna się zima - pora Marzanny, śmierci i odradzającego się życia.

środa, 18 grudnia 2019

Agmy - mantry słowiańskich bogów i 432 Hz


Ostatnimi czasy coraz większą popularność osiągają tzw. agmy, mające być rzekomo słowiańskim odpowiednikiem buddyjskich mantr. By lepiej przedstawić czym owe agmy mają być pozwolę sobie zacytować fragmenty opisów z dwóch stron internetowych o tematyce ezoterycznej:
"Agma (Агма) w tradycji słowiańskiej oznacza Słowo Mocy, które, gdy zostaje wypowiedziane, uruchamia i pobudza cały układ energetyczny do zmiany częstotliwości (dokładnie tak jak  przypadku buddyjskich mantr) sprzyjając przemianie ciała ale przede wszystkim i umysłu. Systematyczne powtarzanie Słów Mocy z poprzedzającą je wcześniej odpowiednią intencją, wprawia w głęboki stan medytacyjny, otwierając bramy do przemiany wewnętrznej"1.
"W kulturze słowiańskiej od czasów starożytnych praktykowano wymawianie mantr, a nazywano je AGMAMI - słowami mocy, w które wciela się Bóg. Słowiańscy szamani, uzdrowiciele, kapłanki używali mocy mantr do pracy z wewnętrznymi wibracjami człowieka, które zawierają moc zmieniania rzeczywistości zewnętrznej"2.
Brzmi nieprawdopodobnie? Bo i żadnych słowiańskich mantr nigdy nie było (albo nigdy dotąd, jeśli uznać współczesne próby ich wprowadzenia). To bardzo dziwne i znamienne, że pieśni o rzekomo starożytnym i rodzimym rodowodzie nie zostały nigdzie wcześniej odnotowane. Nie znajdziemy nawet wzmianki o nich w żadnym ze źródeł średniowiecznych, ani nawet w bogato opisanej XIX-wiecznej etnografii. Nie znajdziemy ani jednej agmy w żadnym z sześciesięciu sześciu tomów "Dzieł Wszystkich Oskara Kolberga", ani w ZWAK (Zbiór Wiadomości do Antropologii Krajowej, wydany staraniem Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności, Kraków 1877-1894), czy w MAAE (Materiały Antropologiczno-Archeologiczne i Etnograficzne wydawane staraniem Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności, Kraków 1896-1919), ani w żadnym numerze miesięcznika "Wisła" (Warszawa 1887-1916), czy "Ludu" (Polskie Towarzystwo Ludoznawcze, 1895-obecnie). Dziwnym "przypadkiem" na te rodzime mantry nie zwróciło uwagi setki badaczy kultury i duchowości Słowian. Spisek? Zdecydowanie nie. Po prostu mamy do czynienia z próbą podpięcia współczesnego pomysłu pod istniejącą tradycję.

niedziela, 15 grudnia 2019

O tym jak pan Bóg kazał przykryć płachtą Niebo. O trwałości pewnych idei.

"Stworzenie świata", Rosja, pierwsza połowa XVIII wieku,
lipa, tempera, 74,5 x 52,5 cm (domena publiczna).
Deus otiosus (łac. "bóg pasywny"), zwany popularnie "Wielkim Nieobecnym", to termin z zakresu religioznawstwa używany na określenie pierwszego boga, który po dokonaniu pierwszych aktów kreacji odsuwa się od spraw ziemskich pozostawiając dokończenie stworzenia kolejnym bogom. W sprawy ludzkie ingeruje niezwykle rzadko i niechętnie, dlatego wierni z reguły nie sprawują jego aktywnego kultu i przywołują go tylko w wyjątkowych sytuacjach. Deus otiosus pojawia się niemal w każdej religii. Poniżej przytaczam podanie pochodzące z archiwum znanienitej etnograf, Doroty Simonides, zapisane w 1993 roku (!) i odnoszące się właśnie do Wielkiego Nieobecnego.

sobota, 14 grudnia 2019

Pokrzyk, "Pokrzyk". Recenzja.

"Czerwono zasiałam,
A niebiesko wzeszło
Nie wie matka, ojciec
Do kogo mi tęskno"
Pokrzyk to niesamowita niespodzianka na folkowej scenie muzycznej. Ich twórczość można umiejscowić w bliskiej okolicy kapel tradycyjnych lub takich, które określa się jako grające muzykę tradycyjną w formie niestylizowanej. Z drugiej strony członkowie kapeli nie boją się eksplorować tradycyjnych melodii w sposób nieoczywisty, a jednak nie wykraczający poza pewną konwencję. Można powiedzieć, że Pokrzyk nieznacznie przesuwa granicę muzyki tradycyjnej poprzez aktywne w tej tradycji uczestnictwo. Pokuszę się więc o porównanie do WoWaKin lub Kapeli ze wsi Warszawa, z tym że Pokrzyk mimo wszystko porusza się w nieco innej przestrzeni niż pierwsza z wymienionych kapel i robi to lepiej niż ta druga (tak, piszę to z pełną powagą i świadomością).


5 grudnia 2019 roku premierę miała debiutancka EP'ka tej krakowskiej grupy nazwana po prostu "Pokrzyk". Ktokolwiek znał wcześniej tę kapelę z licznych potańcówek, ten zauważy pewną różnicę. Muzyka zaprezentowana na EP'ce jest zdecydowanie bardziej melancholijna, co widać najlepiej w utworze "Kujawiak o 3 nad ranem". Pozostałe pozycje, choć na pierwszy rzut oka (a może ucha) wydają się bardziej taneczne i żwawe, również mają w sobie niemało z tej melancholii.

środa, 11 grudnia 2019

Dariusz Andrzej Sikorski, "Religie dawnych Słowian". Recenzja.

Książka "Religie dawnych Słowian" Dariusza Andrzeja Sikorskiego została napisana "na zamówienie" Wydawnictwa Poznańskiego i ukazała się we wrześniu 2018 roku. Czas powstania książki był bardzo dogodny, gdyż - co tu ukrywać - panuje silna moda na poznawanie słowiańskich korzeni. Piszę celowo moda, bo sporą część sympatyków Słowiańszczyzny zadowalają teksty niewymagające i przede wszystkim atrakcyjne, których treść nie musi być wcale rzetelna.


D.A. Sikorski jest niezgorszym historykiem. Uważam, że warto zapoznać się np. z jego uwagami na temat początków Państwa Polskiego, czy najstarszych tradycji dynastycznych rodu Piastów. Wysoce prawdopodobnym, że nie powiedziałbym o Sikorskim złego słowa, gdyby tylko nie wychodził poza swoje kompetencje i nie próbował wejść w buty religioznawcy i antropologa kultury. "Religie dawnych Słowian" miały być rzetelną odpowiedzią na fantastyczne wizje turbosłowiańskich autorów nt. mitologii i religii Słowian. Miast tego Sikorskiemu wyszła książka będąca drugą stroną medalu turbosłowiaństwa. Nie w sposób w zwykłej recenzji ująć wszystkie chybione pomysły, wszystkie przekłamania i manipulacje Sikorskiego, dlatego skupię się tylko na wybranych zagadnieniach.

sobota, 7 grudnia 2019

"Leci, choć skrzydeł nie ma". O śniegu w kulturze Słowian.

Julian Fałat, "Śnieg", 1907 r. (olej na płótnie). Muzeum Narodowe w Poznaniu.
Śnieg dla Słowian był zjawiskiem istotnym. Okrywając ziemię przez znaczną część roku miał wpływ na prace gospodarcze oraz rytm i jakość życia naszych przodków. Przyjrzyjmy się, w jakim stopniu i jakiej formie był obecny w naszej kulturze.

niedziela, 1 grudnia 2019

Przestrzeń w apokryfach, przestrzeń apokryfów

Władysław Skoczylas (1983-1934r.), "Chrystus frasobliwy" (domena publiczna)
Apokryf ludowy
Swoje rozważania ograniczę do tzw. apokryfów ludowych i to tylko tych, które koncentrują się wokół osoby Jezusa Chrystusa. Ponieważ osoba Jezusa Chrystusa jest centralną postacią w naszej kulturze, w artykule będę odwoływał się zarówno do wątków ludowych, jak i tych, które wchodzą do universum kultury chrześcijańskiej.

Termin "apokryf ludowy" stosowany jest w literaturze etnograficznej od połowy lat siedemdziesiątych, tj. od rozpoczęcia przez ośrodek warszawski badań nad tradycyjną wizją świata, w ramach których podejmowano również zagadnienia dotyczące mitu kosmogenicznego, wierzeń o świętych, demonologii ludowej1. Interpretacje te były zgodne z paradygmatem semiotyczno-strukturalnym. Materiał badawczy stanowiły tzw. przekazy źródłowe, tj. wszelkie zapisane relacje badaczy folklorystów i etnografów, w szczególności pochodzące z okresu sprzed drugiej wojny światowej, a więc opowieści, gadki, bajki, podania, legendy, przesądy lub formuły zamawiania. Wszystkie te formy określano ogólną nazwą: ludowy przekaz językowy. Ogólność ta związana była z dużą dowolnością, z jaką badacze posługiwali się takimi terminami, jak bajka, podanie, gadka itd., na określenie zebranego w terenie materiału. W efekcie doszło nieomal do pojęciowego chaosu w stosowaniu nazw gatunkowych. Zebrany materiał był niezwykle zróżnicowany pod względem treści i zawierał całą gamę wątków. Wielu uczonych powątpiewających w przydatność operacyjną określenia "ludowy przekaz językowy" zaczęło traktować te przekazy jako komunikaty językowe, w których zawarty jest obraz wyobrażonej rzeczywistości, do której się odnoszą2. Był to w istocie powrót do Sapirowskiej idei języka jako przewodnika po świecie.

poniedziałek, 25 listopada 2019

Czy to hit, czy to kicz? Kiedy pop spotyka folk...

Kadr z teledysku "Love me... Love me..." Arsenium.
Słowiański folklor już od dawna bywa inspiracją dla wielu mainstreamowych artystów. Z reguły mamy do czynienia z gatunkiem znanym jako folk, który z założenia jest pomostem między muzyką tradycyjną a wieloma współczesnymi gatunkami, takimi jak pop, jazz, blues, czy r'n'b. Czasami jednak dochodzi do bardziej agresywnego spotkania folku z muzyką pop. W niniejszym wpisie dokonamy powierzchownego przeglądu takich kolaboracji stylów.

sobota, 23 listopada 2019

Grodzisko wczesnośredniowieczne w Nawojowie Śląskim (woj. dolnośląskie)

Zdjęcie: Radosław Solski; na licencji CC BY-NC-ND 3.0.
Grodzisko w Nawojowie Śląskim wchodzi w skład kwisko-bobrzańskiego zgrupowania grodów sudeckich zamieszkanych przez śląskie plemię Bobrzan. Do tego zespołu zalicza się obiekty obronne z Bolesławca, Jeleniej Góry - Grabarów, Marczowa oraz domniemane grodzisko na Krzyżnej Górze.

Historia
W literaturze przedmiotu pojawiło się jak do tej pory kilka propozycji datowania okresu funkcjonowania grodu w Nawojowie Śląskim. Wariant o najszerszych ramach czasowych zakłada istnienie tego obiektu w dwóch fazach: starszej (VIII-IX w.) i młodszej (X-XII w.). Ostatnie przypuszczenia zawężają to datowanie do przedziału pomiędzy 2. poł. VIII a 4. ćw. IX w., co pozwala sądzić, że był to gród tylko plemienny.

czwartek, 21 listopada 2019

Tomasz Kalniuk, "Mityczni obcy. Dzieci i starcy w polskiej kulturze ludowej przełomu XIX i XX wieku". Recenzja.


Dzieci i starcy, choć na pierwszy rzut oka zupełnie do siebie niepodobni - stojąc na przeciwległych krańcach życia - mają ze sobą wiele wspólnego. W obu przypadkach mamy do czynienia z osobami należącymi (przede wszystkim w ujęciu mitycznym) do naszego świata zaledwie w pewnej części. Dzieci przed osiągnięciem względnej samodzielności posiadają dość nieuregulowany status odróżniający je od osób dorosłych ("pełnowartościowych ludzi"), co przy niegdysiejszej wysokiej umieralności w pierwszych latach życia sytuowało je w pobliżu zaświatów. Z kolei starcy, już nieproduktywni członkowie społeczności, również znajdują się w przestrzeni granicznej między życiem a śmiercią. W związku z tym pozostawali oni - zarówno dzieci, jak i dziadowie - spostrzegani poprzez prosty lud wiejski dosyć ambiwalentnie. Choć mieszkali między żywymi, to ze względu na swoją odmienność doskonale wpisywali się w kategorię "obcego" obecnego w występującej w światopoglądzie kultury ludowej dychotomii "swój - obcy". Tomasz Kalniuk, związany z UMK etnolog ze stopniem doktora, postanowił przyjrzeć się mitycznemu spostrzeganiu przedstawicieli "przygraniczników" w kulturze chłopskiej, co przyniosło skutek w postaci pracy "Mityczni obcy. Dzieci i starcy w polskiej kulturze ludowej przełomu XIX i XX wieku".

sobota, 16 listopada 2019

Percival Schuttenbach, "Dzikie pola". Recenzja.


"Dzikie pola" to (nie licząc oczywiście albumów Percivala folkowego) piąty longplay kapeli Percival Schuttenbach i zarazem pierwszy nagrany po odejściu ze składu Joanny Lacher i Christiny Bogdanovej. Chciało by się powiedzieć, że ich brak nijak nie wpłynął negatywnie na twórczość zespołu, wszak na pokładzie pozostał "człon" Percivala, Mikołaj Rybacki i Katarzyna Bromirska. Prawda jest jednak inna. Wyraźnie czuć i słychać, że w muzyce zaprezentowanej na "Dzikich polach" po prostu czegoś brak. Choć Mikołaj i Katarzyna starają się jak mogą, nowy Percival Schuttenbach jest momentami po prostu słabszy. Dokładnie tak, nie zwyczajnie inny - jest słabszy. W części utworów nie odnajdziemy dawnej charyzmy i wielkości zespołu. Proszę nie zrozumieć mnie źle, nie napisałem, że "Dzikie pola" to zły album. Po prostu jest nierówny i nie porywa tak jak wcześniejsze płyty.

piątek, 15 listopada 2019

Joanna Żak-Bucholc, "Jaworowi ludzie". Recenzja.

Piastowski Śląsk zajmuje poczesne miejsce wśród zaginionych krain Europy. Pełnił rolę korytarza umożliwiającego przepływ idei, mód, bogactw, wierzeń. Był także polem ścierania się politycznych interesów. W swojej powieści Joanna Żak-Bucholc przypomina nam o tajemnicach, znaczeniu i pięknie Dolnego Śląska.


Bijąca z kart powieści miłość do rodzinnej, śląskiej ziemi jest bezdyskusyjnie największym walorem "Jaworowych ludzi". Czuć, że autorka zrobiła wiele, by uwydatnić nieodkryte wspaniałości tego regionu i zrobiła to niezwykle rzetelnie. Takie podejście sprawia, że "Rzecz o czasach Bolka II świdnickiego" jest doskonałym zaproszeniem do poznawania dawnego władztwa księcia, który był partnerem i rozjemcą europejskich monarchów. Nieocenioną pomocą przy odbyciu takiej magicznej podróży są zamieszczone mapy opisywanego obszaru oraz charakterystyki najważniejszych rodów księstwa jaworskiego. Od strony literackiej zaś, dużym plusem książki jest spójność i przejrzystość jej fabuły.

niedziela, 10 listopada 2019

Artur Wójcik, "Fantazmat Wielkiej Lechii. Jak pseudonauka zawładnęła umysłami Polaków". Recenzja.

O Wielkiej Lechii staje się coraz głośniej, a to za sprawą wydawania kolejnych książek traktujących o tym zmyślonym imperium, a także postępującej profesjonalizacji działań jej zwolenników. W odpowiedzi na turbolechickie (tak, jest to określenie wartościujące negatywnie, niemniej bardzo trafne) publikowane są liczne artykuły demaskujące, głównie na blogach i portalach tematycznych takich jak np. Sigillum Authenticum, Mitologia Współczesna, Seczytam, czy histmag. Do tej pory ukazała się również zaledwie jedna pozycja książkowa polemizująca z Imperium Lechickim - "Wielka Lechia. Źródła i przyczyny teorii pseudonaukowej okiem historyka" autorstwa Romana Żuchowicza, jednakowoż jest to pozycja daleka od ideału (bynajmniej nie ze względów merytorycznych). 6 listopada '19 ukazała się kolejna książka traktująca o tym nieszczęsnym zagadnieniu. Mowa o "Fantazmacie Wielkiej Lechii. Jak pseudonauka zawładnęła umysłami Polaków" Artura Wójcika (odpowiedzialnego za wspomniany wcześniej blog Sigillum Authenticum).


"Fantazmat Wielkiej Lechii..." w żadnym wypadku nie jest polemiką z twierdzeniami piewców lechityzmu. Określiłbym tę książkę raczej jako podręcznik dla niezorientowanych. Autor, historyk z wykształcenia, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego, w przystępny sposób przybliża problematykę i genezę wielkolechicką, kwestie źródłoznawcze, a także z niezwykłą łatwością obala najbardziej popularne twierdzenia turbolechitów. Sporo miejsca w książce poświęca na streszczenie treści, które zwolennicy imperium lechickiego traktują jako dowody na istnienie starożytnego państwa polskiego, czy to mowa o średniowiecznych kronikach, czy o nadinterpretowanych lub zdezaktualizowanych badaniach i opracowaniach naukowych, czy publikacjach pseudonaukowych, a nawet nowożytnych fałszerstwach. Obala też pogląd jakoby środowisko naukowe twierdziło uparcie, że przed Mieszkiem I na ziemiach polskich nie było absolutnie nic, a sami Polacy mieli zejść z drzew po rzekomym "chrzcie Państwa Polskiego". Rozkłada na czynniki pierwsze i obala tezy o koronacji Bolesława Chrobrego na cesarza Zachodniej Europy, jak i na cesarza Słowiańszczyzny (Lechii). Z kolei w ostatnim rozdziale Wójcik prezentuje ciekawą teorię spiskową, cokolwiek w postaci trudnej do zweryfikowania hipotezy, jakoby ruchy turbolechickie miały być efektem działań geopolitycznych Federacji Rosyjskiej.

sobota, 9 listopada 2019

Lunule w kulturze Słowian

Wczesnośredniowieczne lunule wykonane z brązu techniką odlewania.
Kolekcja Józefa Choynowskiego, zbiory Muzeum Narodowego w Poznaniu.
Lunule jako ozdoby znane są od czasów antycznych, jednak niniejszy artykuł świadomie koncentruje się wyłącznie na tym wycinku ich historii, który wiąże się bezpośrednio z kulturą słowiańską. Jego założeniem jest w skrótowej formie popularyzować wiedzę o tych ozdobach w kontekście słowiańskim - ozdobach nie tylko niezwykle pięknych, ale również symbolicznych, bogatych w znaczenia.

środa, 6 listopada 2019

Anna Reid, "Pogranicze. Podróż przez historię Ukrainy". Recenzja.

Kraj sąsiedni, a w gruncie rzeczy tak słabo znany nad Wisłą. Oto przed nami wyjątkowa pozycja, która w przystępny i - co najważniejsze - w wyczerpujący sposób przybliża dzieje Ukrainy.


Anne Reid jest brytyjską dziennikarką i historyczką. Jej "Leningrad. Tragedia oblężonego miasta 1941-1944", nie tylko na zawsze wpisał się do kanonu lektur dotyczącego współczesnej historii Europy Wschodniej. Pozostaje jednocześnie jedną z najlepiej napisanych "zbeletryzowanych" książek historycznych, stawianą obok dzieł tak wybitnych brytyjskich historyków, jak Norman Davies czy Antony Beevor. Dlatego też "Pogranicze. Podróż przez historię Ukrainy" może budzić wśród czytelników znających Leningrad spore nadzieje. I nie będą one zawiedzione.

poniedziałek, 4 listopada 2019

Leszek Paweł Słupecki, "Wojownicy i wilkołaki". Recenzja.


Książka "Wojownicy i wilkołaki" Leszka P. Słupeckiego została wydana po raz pierwszy w 1987 r., wówczas pod tytułem "Wilkołactwo". Choć do napisania niniejszej recenzji posłużyło trzecie wydanie z 2012 r., to nie różni się ono zbytnio od swego oryginału. Jak we wstępie pisze sam autor, "Po upływie tylu lat książki wydawać bowiem trzeba tak, jak zostały napisane, albo też pisać je całkiem na nowo". Od momentu ukazania się pierwszego wydania nie dokonano w temacie wilkołactwa jakichś rewolucyjnych odkryć, przez co omawiana pozycja pozostaje cały czas aktualna. Trzecie wydanie zostało wzbogacone przede wszystkim o dodatkową, nowszą literaturę.

piątek, 1 listopada 2019

Jarun, "Pod niebem utkanym z popiołów". Recenzja.


"Pod niebem utkanym z popiołów" to drugi album nowosądeckiego zespołu Jarun. Choć wydany został w 2015 roku, jak najbardziej zasługuje na przybliżenie go naszym czytelnikom. Muzycznie jest on kontynuacją drogi obranej na "Wziemiozstąpieniu". Zachowany został tu charakterystyczny styl kapeli, choć materiał zaprezentowany na tej płycie w żadnym wypadku nie jest wtóry. Nadal pagan metalowa sieczka przeplata się tu z neofolkowymi wstawkami granymi na gitarze akustycznej, jednak w porównaniu do debiutu brzmienie jest tu nieco mniej surowe, a przestrzeń bardziej wypełniona.

środa, 30 października 2019

Лёдъ, "Неведомо​,​ не страшно". Recenzja.


"Неведомо​,​ не страшно" ("Nevedomo​, ne strashno") to debiutancki album rosyjskiego zespołu Лёдъ (Lyod). Muzyka zaprezentowana na płycie przywodzi nieodparte skojarzenia ze skandynawską Wardruną i w pewnym stopniu z rosyjską kapelą Hvarna. Oprócz tych podobieństw czuć tu inspiracje folkiem słowiańskim, skandynawskim i ugrofińskim. Jeśli chodzi o ramy gatunkowe muzyka ta mieści się gdzieś na pograniczu neofolku i ambientu.

wtorek, 29 października 2019

"Smarzowski, turbolechici i cień swastyki" - polemika z artykułem Przemysława Witkowskiego

W dniu 21 października 2019 roku na łamach Krytyki Politycznej ukazał się artykuł Przemysława Witkowskiego pt. "Smarzowski, turbolechici i cień swastyki" (ZOBACZ). Autor postanowił przyjrzeć się w nim związkom Igora Górewicza ze skrajną prawicą i środowiskami nacjonalistycznymi/nazistowskimi. Pretekstem ku temu jest fakt, iż Wojciech Smarzowski, jeden z najbardziej utalentowanych polskich reżyserów, ogłosił w trakcie Pol’and’Rock Festival 2019, że jego doradcą przy tworzeniu serialu o przedchrześcijańskich Słowianach będzie właśnie Igor Górewicz. Witkowski postanowił zareagować, jakoby w obawie przed "przenikaniem do popkultury" nazistowskich treści. W praktyce wyprodukował paszkwil pełen półprawd i manipulacji.


Już na wstępie wypada się rozliczyć z tytułem artykułu. Witkowski w całym tekście nie odniósł się w ogóle do problemu turbolechitów dokonując zwykłej manipulacji albo nie potrafi odróżnić człowieka zafascynowanego słowiańskimi korzeniami od turbolechity. Z kolei złowrogi "cień swastyki" brzmi cokolwiek komicznie w odniesieniu do kultur pierwotnych, w których swastyka występuje w swym domyślnym, nie wypaczonym przez II Wojnę Światową, znaczeniu.

poniedziałek, 28 października 2019

Obrzędowość funeralna dawnych Słowian w źródłach arabskich

"Pogrzeb wodza Rusów", Henryk Siemiradzki, 1884 (domena publiczna)
Źródła arabskie są nieocenioną skarbnicą wiedzy na temat zwyczajów i wierzeń wczesnośredniowiecznych Słowian. To między innymi z nich dowiadujemy się jak wyglądały rytuały funeralne w tamtym czasie. W niniejszym wpisie dokonamy ich kwerendy w poszukiwaniu właśnie obrzędowości pogrzebowej. Muszę jednak zaznaczyć, iż pod uwagę brane są również źródła dotyczące Rusów (ar-Rūsīja), gdyż w dyskursie naukowym do dziś nie ma zgody co do "narodowości" ludu określanego tą nazwą. Na potrzeby niniejszego artykułu przyjmiemy w miarę bezpieczną teorię mieszaną zakładającą, że elita, warstwa rządząca, faktycznie była pochodzenia skandynawskiego, zaś ich poddani byli, przynajmniej w pewnej części, Słowianami. Do tego problemu powrócimy lada moment.

niedziela, 27 października 2019

Po co archeologom garnki?

Archeologiczne książki są pełne naczyń. Najczęściej zajmują one większość ilustracji i sporą część tekstu. Dlaczego gliniane garnki są dla archeologów tak ważne?

Zabytki kultury czerniachowskiej odkryte na cmentarzyskach w Mołdawii (domena publiczna)
Początki obsesji
Zainteresowanie ceramiką pojawiło się już na samym początku środkowoeuropejskiej archeologii. Pierwsi zbieracze starożytności szybko zauważyli, że w grobie określonego rodzaju czy w konkretnym typie osiedla z reguły odkrywane są podobne naczynia. Podczas badań na jakimś terytorium powtarzały się zarówno specyficzne formy garnków, jak i sposób ich zdobienia. XIX-wiecznym badaczom nasunął się prosty wniosek - groby i cmentarze, na których znajdowano takie same zestawy naczyń, funkcjonowały w tym samym czasie. Jeśli więc w jakimś punkcie występuje ceramika wykonana według kilku zupełnie różnych stylów - mamy do czynienia z wielokrotnym używaniem tego samego miejsca przez kolejne społeczności w różnych okresach dziejów.

Trochę geologii
Archeologia wiele zawdzięcza geologii. W XVIII-XIX w., kiedy niewiele było wiadomo o społecznościach zamieszkujących "barbarzyńską" Europę na długo przed wynalezieniem pisma, narzędziami krzemiennymi i pozostałościami prahistorycznej fauny często interesowali się ci sami ludzie (być może stąd należy wywodzić współczesny mit, że archeolodzy zajmują się dinozaurami). Nie może dziwić więc, że pierwsi starożytnicy zapożyczyli wiele fachowych terminów z geologii oraz nauki, która dziś nazywamy paleontologią. Jednym z takich pojęć jest "skamieniałość przewodnia". W oryginalnym znaczeniu stosuje się je w odniesieniu do szczątków organizmu, które są charakterystyczne dla konkretnej epoki geologicznej. W archeologii w taki sam sposób próbowano zaklasyfikować kultury.

sobota, 26 października 2019

Ďyvina, "Počva". Recenzja.


Ďyvina to czeski pagan folkowy zespół z Ostravy. Jak sami piszą, w swej muzyce czerpią inspiracje z "historycznego folkloru, szamanizmu, transcendentalnych doświadczeń i połączenia z nieskalaną formą natury". Co ciekawe, teksty utworów napisane są w języku międzysłowiańskim. Jak dotąd zespół wydał jeden album krótkogrający pt. "Počva" (2019).

sobota, 19 października 2019

Bitwa w lesie Dziadoszan: jak Bolesław Chrobry wojska cesarskie pokonał

Ponad tysiąc lat temu doszło do starcia zbrojnego, które rozegrało się na zachodnich krańcach dzisiejszej Polski. Bitwa w lesie Dziadoszan odbyła się pomiędzy wojskami księcia Bolesława Chrobrego a najeźdźcą - armią cesarza niemieckiego Henryka II, wspartą przez wasali czeskich i wieleckich.

Starcie to było epizodem zmagań cesarskich z państwem piastowskim w 1015 roku, jednak na tyle istotnym, by przybliżyć go lokalnej społeczności. Historycy poświęcili bowiem samej bitwie niewiele miejsca w swoich badaniach.

Strona z Kroniki Thietmara (domena publiczna)
1 września 1015 roku wojska piastowskie, dzięki śmiałemu manewrowi i użyciu licznych zastępów łuczników, zniszczyły tylną straż cofającego się nieprzyjaciela. Dokładna lokalizacja miejsca starcia nie jest znana. Informacje o bitwie czerpiemy głównie z kroniki Thietmara. Jej autor był wprawdzie zagorzałym przeciwnikiem księcia Bolesława Chrobrego, lecz na łamach kroniki klęski tej nie przemilczał. Bitwę krótko wspomina również inne niemieckie źródło, "Roczniki Kwedlinburskie".

U schyłku X wieku stosunki państwa Piastów z Cesarstwem układały się raczej bezkonfliktowo. W 1000 roku, podczas zjazdu gnieźnieńskiego, między Bolesławem Chrobrym a cesarzem Ottonem III zapanowały wręcz przyjazne stosunki. Dwa lata później jednak Otton III zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Jego następca, król i późniejszy cesarz Henryk II nie zamierzał kontynuować polityki swego poprzednika. Bolesław Chrobry, wykorzystując opór części książąt niemieckich przeciw wyborowi nowego władcy, opanował jeszcze w 1002 roku Marchię Miśnieńską, Milsko i Łużyce, a w następnych latach Morawy i Czechy. Ekspansywna i niezależna polityka piastowskiego sąsiada wywołała reakcję niemieckiego króla. Konflikty zbrojne, wśród których najgłośniejszym echem odbiły się wielkie wyprawy na Polskę, trwały z przerwami kilkanaście lat i zakończyły się kompromisowym pokojem w Budziszynie w 1018 roku.

Państwo Bolesława Chrobrego zabezpieczał przed ekspansją niemiecką system obronny granicy, składający się z umocnień stałych i polowych. Główną linią obrony była Odra oraz przyległe do niej bagna. Przedarcie się na wschód utrudniały poprzedzające Odrę jej dopływy: Nysa Łużycka i Bóbr. Przepraw rzecznych broniły garnizony w grodach. Ogromną rolę w tej strategii odegrały największe piastowskie grody na środkowym Nadodrzu: Krosno (Odrzańskie) i Głogów. Utrata kontroli nad jedną z tych warowni otwierała drogę wrogim armiom w kierunku centralnych grodów Wielkopolski...

czwartek, 10 października 2019

"Kaszub śmierci się nie boi". O dawnej kulturze pogrzebowej północnej Polski

Kaszubi (...) byli bardzo religijni, wiara była jednym z elementów ich kultury. Stąd też wywodziło się społeczne akceptowanie śmierci, szacunek wobec niej oraz zmarłego, przy którego ciele odbywało się wiele obrzędów. Kultura pogrzebowa Kaszubów jest naprawdę bogata.

Aleksander Gierymski, "Trumna chłopska", 1894-95 (domena publiczna)
Śmierć na pewno nie przychodziła na Kaszubach po cichu. Hałasowała, stukała, szeleściła, powodowała paniczne szczekanie psów i niepokój wśród innych zwierząt. "Chory czuje jej zbliżanie się. Gdy go śmierć uściska, trzęsie chorego febra, gdy śmierć położy się na nim, pozostawia sine plamy na jego ciele, gdy go śmierć zadusi, tworzą się silne plamy na twarzy" (F. Lorentz, A. Fischer, T. Lehr-Spławiński, "Kaszubi. Kultura ludowa i język...", s. 71).

Wedle wierzeń, nadchodzącą śmierć zwiastowały na przykład: spadający ze ściany obraz, zatrzymanie się zegara, stukanie w okna, tajemnicze hałasy czy szuranie na strychu. Niektóre źródła podają wśród zwiastunów śmierci także takie zadziwiające objawy jak: białe plamy na paznokciach, sny o wypadaniu włosów czy też nieświadome zdejmowanie pierścionka z palca. Również pojawienie się we wsi osoby bardzo podobnej do jednego z mieszkańców wróżyło mu rychłą śmierć, uważano bowiem, że sobowtór jest personifikacją śmierci. Jeśli ktoś zmarł w jednym z określonych dni w roku, zapowiadało to, że wkrótce większa liczba osób będzie musiała pożegnać się z życiem:
"Jeśli w ostatni dzień roku nastąpił zgon, była to zapowiedź piętnastu kolejnych pogrzebów w tej miejscowości. Baczono pilnie, w jakim wieku był pierwszy zmarły w nowym roku. Jeśli był to młodzieniec, uznawano, że będą umierać młodzi, zgon osoby starszej zapowiadał zejścia jej rówieśników. Krytycznym dniem była oktawa Bożego Ciała. Gdy umarła wtedy kobieta, przepowiadało to pomór wszystkich niewiast. Znaczący był 28 grudnia. Jeśli wówczas świeciło słonce, wróżyło to częste przypadki śmierci wśród dzieci" (D. Szlendak, "Kaszubska śmierć stuka w okna...", s. 20-21).

poniedziałek, 7 października 2019

Igor D. Górewicz, "O wojownikach Słowian. Drużyny i bitwy na lądzie i morzu". Recenzja.

Archeologia opowiada o Słowianach najczęściej w formie specjalistycznych opracowań naukowych lub przystępnych, ale nierzadko przekłamanych tekstów popularyzatorskich. W przypadku tej książki czytelnik ma szansę zapoznać się z zagadnieniem słowiańskiej wojskowości we wczesnym średniowieczu.


Zagadnienie wojskowości Słowian to temat rozgrzewający do czerwoności miłośników wczesnego średniowiecza. Dotychczas ukazały się już dość licznie naukowe monografie i artykuły, które podejmowały tę tematykę. Na rynku widoczny był jednak brak dobrej jakości książki o charakterze popularyzatorskim. Czy lukę tę zapełni książka Igora D. Górewicza?

Można zaryzykować stwierdzenie, że mamy do czynienia z człowiekiem renesansu. Autor jest wydawcą, producentem, muzykiem i przedsiębiorcą, który opublikował kilkadziesiąt artykułów naukowych i popularnonaukowych. Jednocześnie należy podkreślić, że nie mamy do czynienia z naukowcem (w rozumieniu posiadacza stopnia naukowego, zajmującego się pracą naukową etatowo). Widać to w przyjętej koncepcji książki, która została napisana stylem popularnonaukowym, a niektóre fragmenty wręcz potocznym.

sobota, 5 października 2019

Laboratorium Pieśni, "Puste noce". Recenzja.


"Puste noce" to drugi, choć cokolwiek słabo znany album kultowej już formacji Laboratorium Pieśni. Płyta ta jest podsumowaniem pracy nad spektaklem teatralnym o tej samej nazwie. Pusta noc (kasz. pustô noc) to w skrócie kaszubski zwyczaj polegający na całonocnym śpiewaniu pieśni żałobnych w domu nieboszczyka w noc przed jego pogrzebem. Krótkie zapowiedzi tego spektaklu możecie zobaczyć tu i tu.

czwartek, 3 października 2019

Sowa w wierzeniach Słowian


Sowa jest zwierzęciem specyficznym, jej głowa przypomina ludzką twarz, jej nieruchome żółte oczy pozwalają widzieć w niej hybrydę, pomieszanie cech zwierzęcych i ludzkich. Wszelkie stwory hybrydyczne nie należą do jednej tylko kategorii, na jakie rozpisany jest w kulturze ludowej otaczający nas świat. To twory nieczyste i niepokojące, reprezentujące świat demonów i sacrum. Sowa mieszkająca w anekumenie, na "krańcach świata", potrafiąca doskonale orientować się w ciemnościach, żyjąca aktywnie w nocy, polująca i przelewająca krew, a równocześnie w ciągu dnia zamierająca w bezruchu, to typowy przedstawiciel pośredników pomiędzy światami, i naszym, i Tamtym. Mądrość i dar przepowiadania przyszłości przypisywane sowie biorą się właśnie z jej roli posłańca/pośrednika pomiędzy światami.

środa, 2 października 2019

Problemy słowiańskiego świata zmarłych: kategorie przestrzeni i czasu

Wiktor Wasniecow, "Tryzna po śmierci Olega", 1899 (domena publiczna)
Próby rekonstruowania wierzeń i wyobrażeń eschatologicznych Słowian u schyłku pogaństwa (a więc gdzie między VIII a XII wiekiem) przypominają układanie zniszczonej i wyblakłej w ciągu wieków mozaiki, dla której bądź to brakuje rozsypanych i zagubionych cząsteczek, bądź też dysponujemy ich nadmiarem, tyle że po części pochodzą one z późniejszych nawarstwień, po części z zabłąkanych, zupełnie obcych zabytków. Dotyczy to w szczególności tego obszaru eschatologii, który obejmuje wyobrażenia "tamtego świata". Upór układającego w dążeniu do pokrycia zniszczonej powierzchni jednolitym obrazem nie może wszakże iść zbyt daleko, wiele bowiem wskazuje na to, iż rekonstruowana rzeczywistość daleka była od zwartości i konsekwencji, niesłusznie niekiedy przypisywanej wszystkim systemom religijnym. Inna podstawowa wątpliwość dotyczy funkcjonowania w okresie nas interesującym w miarę wspólnego ogólnosłowiańskiego systemu wierzeń i wyobrażeń religijnych1. Równocześnie spore zastrzeżenia budzi opinia o niedorozwoju i nikłości "słowiańskich pojęć eschatologicznych" w dobie konfrontacji dawnej o religii z chrześcijaństwem2. Podważają ją bowiem zarówno świadectwa źródeł pisanych, jak i materiał źródłowy z zakresu archeologii, języka, folkloru. Nie próbując przedstawiać w tym tekście pełniejszego zarysu wierze i wyobrażeń dawnych Słowian o świecie zmarłych, ograniczę się do sformułowania pewnych problemów, bądź to nasuwających bardziej lub mniej przekonujące odpowiedzi, bądź to czekających z nierównymi szansami na rozwiązanie. Zostaną one podporządkowane kategoriom przestrzeni i czasu, bez wątpienia istotnym, choć nie ogarniających całości problematyki.

wtorek, 1 października 2019

Strigôň, "Dunaj". Recenzja.


Debiutancka EP'ka pt. "Dunaj" słowackiej kapeli Strigôň może nie jest jakimś objawieniem, niemniej słucha się jej bardzo przyjemnie. Na pewno spodoba się fanom muzyki Percivala sprzed wydania trzeciej części tryptyku "Slava". Mamy tu bowiem do czynienia z energiczną muzyką folk stylizowaną na klimaty wczesnego średniowiecza i fantastyki.

sobota, 28 września 2019

Święta Górka Polanowska (woj. zachodniopomorskie)

Polana szczytowa z kościołem filialnym pw. MB Bramy Niebios, a także pustelnia Franciszkańska
(zdjęcie:  MOs810; na licencji CC BY-SA 3.0)
Na Pojezierzu Bytowskim, w gminie Polanów (powiat koszaliński, woj. zachodniopomorskie) znajduje się Święta Górka Polanowska (155,2 m n.p.m.1). We wczesnym średniowieczu była ona prawdopodobnie miejscem pogańskiego kultu, jedną z trzech znanych pogańskich świętych gór na Pomorzu2. Niestety Góra nie oparła się procesowi chrystianizacji. W miejscu domniemanego kultu bliżej nieokreślonego słowiańskiego boga postawiono kaplicę maryjną. Choć nie znamy dokładnego czasu jej powstania, wiemy że istniała już w 1385 roku jako miejsce pielgrzymkowe3. Wewnątrz znajdować się miał obraz Maryi Panny posiadający moc czynienia cudów4.

środa, 18 września 2019

Aidan Hart, "Ikona. Podręcznik malarstwa ikonowego i ściennego". Recenzja.

Ikona jest tak samo pasjonująca i tajemnicza jak duchowość prawosławna. Aż dziw, że w Polsce wiemy o niej mało. Tym lepiej, że na rynku polskim pojawiła się książka Aidana Harta.


"Ikona. Podręcznik malarstwa ikonowego i ściennego" to publikacja niezwykła. Z jednej strony jest to niezwykle kunsztownie wykonany album, zawierający szeroką paletę ilustracji, odmalowujących ikony, freski i rozmaite fazy powstawania tych niezwykłych dzieł. Z drugiej strony, jest to erudycyjne i pełne pasji dzieło, które może zachwycić nie tylko historyków sztuki. Dla kogo więc jest ta książka? Przede wszystkim dla tych, którzy chcą wejść głębiej w tajemniczy świat prawosławnej duchowości. Będą oni mogli poznać najrozmaitsze tajniki pisania ikon. Najwyższe uznanie budzi połączenie wiedzy z zakresu historii sztuki, z pogłębioną refleksją teologiczną. Fragmenty poświęcone filozoficznym aspektom tworzenia ikon są miejscami wręcz porywające. Czytelnik ma wrażenie - graniczące z pewnością - że autor głęboko przeżywa wszystko to o czym pisze.

wtorek, 17 września 2019

Zespół zabudowy drewnianej w Istebnej (woj. śląskie)

Jest to najcenniejszy i największy w skali województwa zespół drewnianej zabudowy zagrodowej, zachowany in situ, podporządkowany układowi wsi w typie łańcuchówki, złożony z reprezentatywnych dla obszaru Beskidu Śląskiego przykładów chałup i obiektów gospodarczych, powstałych w XIX i na pocz. XX w.

Istebna, zespół zabudowy drewnianej, stan obiektu na 2011 r.
(zdjęcie: Agnieszka Olczyk; na licencji CC BY-NC-ND 3.0)
Historia
Powstanie wsi, ówczesnej Gistebnej, miało miejsce przypuszczalnie w 1 poł. XVII w., tj. okresie kolonizacji obszaru zachodnich Beskidów, wchodzących w skład księstwa cieszyńskiego. Pierwsi osadnicy, uciekinierzy religijni z obszaru księstwa cieszyńskiego, osiedlili się w rejonie przysiółka Jasnowice, natomiast właściwa wieś, usytuowana na południowym stoku Złotego Gronia, rozwinęła się krótko potem. Pierwsza wzmianka o Istebnej, zawarta w urbarzu księstwa, pochodzi bowiem poł. XVII w. Dogodna lokalizacja, tj. usytuowanie na południowym, nasłonecznionym stoku góry, w pobliżu licznych strumieni, umożliwiła stopniowy rozwój wsi w formie typowej łańcuchówki, rozciągającej się wzdłuż drogi do Koniakowa. Ponadto na podstawie edyktu cesarskiego z 1748 r., zezwalającego na wyrąb należących do dóbr książęcych lasów na pastwiska i zagrody, wieś stopniowo powiększała się do k. XVIII w. o kolejne przysiółki. W 1700 r. wzniesiono pierwszy, drewniany kościół fil., zastąpiony w 1794 r. w związku z utworzeniem nowej par. obiektem murowanym. W jego sąsiedztwie w 1819 r. wzniesiono szkołę par., powstałą na miejscu drewnianego obiektu z pocz. XVIII w. Począwszy od momentu założenia wsi, wznosić zaczęto typowe, drewniane zagrody, złożone przeważnie z niewielkiego, kurnego budynku łączącego funkcje mieszkalne i gospodarcze, rzadziej z osobną stodołą. Rozplanowanie zagród z rozmieszczonymi kalenicowo, wzdłuż drogi, chałupami determinowała przede wszystkim sytuacja terenowa oraz układ parceli. Do czasów współczesnych zachowała się przede wszystkim zabudowa zagrodowa powstała w XIX i na pocz. XX w., w tym drewniane chałupy w konstrukcji zrębowej, kryte dachami przyczółkowymi bądź dwuspadowymi, o wnętrzach jedno- lub dwutraktowych, z ulokowaną na osi sienią, a także nieliczne już budynki gospodarcze. W okresie powojennym, na skutek wprowadzonych w latach 70. przepisów obligujących właścicieli do budowania wyłącznie obiektów murowanych w typie tzw. kostki, tradycyjna drewniana zabudowa zagrodowa została częściowo wyparta, co wpłynęło na zacieranie się spójnego i jednolitego charakteru zespołu.

sobota, 14 września 2019

Paweł Sekuła, "Likwidatorzy Czarnobyla. Nieznane historie". Recenzja.

Czarnobyl. Dla władz ZSRR - ostatni gwóźdź do trumny. Tragedia, która zwiastowała rychły upadek mocarstwa. Dla mieszkańców okolicznych miejscowości katastrofa, która zabrała im dotychczasowe życie. Jest jeszcze jedna grupa poszkodowanych, o których rzadko się mówi. To właśnie im dedykowana jest ta książka.


Wybuch w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej stał się symbolem upadku i bezradności Związku Sowieckiego. Katastrofa znalazła swoje miejsce w podręcznikach szkolnych, w opracowaniach naukowych a także w popkulturze. Zdawać by się mogło, że powiedziano już wszystko o politycznym i społecznym wymiarze tragedii. Paweł Sekuła znalazł jednak białą plamę na mapie opracowań dotyczących Czarnobyla. Czytelnik poznaje historię buntu uczestników likwidacji skutków katastrofy elektrowni atomowej. Pod względem tematyki książka jest pionierska, po raz pierwszy przedstawiając problem niezadowolenia i buntu, który narastał wśród tytułowych likwidatorów.

Oprócz osobistej tragedii młodych ludzi wysłanych do ratowania sytuacji w okolicy czarnobylskiej zony, historia ma przygnębiający kontekst polityczny. Większość osób zmobilizowanych do pracy w Czarnobylu była etnicznie nie-Rosjanami, a w dalszej kolejności nie-Słowianami. Bohaterowie książki to Bałtowie i Estończycy. Mieszkańcom Pribałtyki w likwidacji skutków katastrofy towarzyszyli m.in. Polacy, Ukraińcy, Ormianie, czy mieszkańcy azjatyckich republik ZSRS. Dziś nie ma złudzeń co do ówczesnej wiedzy Moskwy na temat zagrożeń, na jakie wysyłani byli likwidatorzy. Ta wiedza i cyniczny dobór mobilizowanych żołnierzy, budzi najgorsze skojarzenia z niemiecką polityką etniczną z czasów NSDAP. Świadome wysłanie tysięcy młodych ludzi na nieprzygotowaną merytorycznie akcję, nosi znamiona zbrodni etnicznej, która miała przybliżyć ZSRS do osiągnięcia celu całkowitej rusyfikacji krajów bałtyckich.

poniedziałek, 9 września 2019

Netherfell, "Between East and West". Recenzja.

O krakowskim Netherfell zwykło się mówić, że jest najbardziej znienawidzonym zespołem polskiej sceny folk metalowej. Na ten tytuł złożyło się kilka czynników - od licznych skandali, których tutaj przywołać nie wypada, po samą muzykę zespołu jako taką. By sprawdzić czy muzyka kapeli faktycznie jest taka zła, czy może jest to niczym nieuzasadniony hejt przyjrzyjmy się jedynemu ich wydanemu do tej pory albumowi długogrającemu - "Between East and West".


Płyta rozpoczyna się klimatycznym intrem, które przechodzi w utwór "Ghost of Kurgan", będący anglojęzyczną i nieco odmienioną wersją wydanego wcześniej "Upiora kurhanu". Chociaż nie do końca jestem pewien czy ta wersja faktycznie jest anglojęzyczna, albowiem ni to scream, ni to growl wokalisty jest absolutnie niezrozumiały. Co gorsza, w pozostałych piosenkach brzmi to tak samo, a czasem nawet gorzej. Np. w "Ku płodnym ziemiom" i w "Kónik zmók" scream ten można opisać nazwą fikcyjnej kapeli 'Brzeszczotem po jajach' (propsy dla tych, co kojarzą). I bynajmniej nie jest to nieśmieszny suchar, a całkowicie poważne ujęcie tego elementu. Niektórzy komentatorzy nie szczędzili porównań do zarzynanej świni.

piątek, 6 września 2019

Paweł Smoleński, "Syrop z piołunu. Wygnani w akcji «Wisła»". Recenzja.

Stosunki polsko-ukraińskie już dawno nie są wzorcowe. Na poziomie rządowym wciąż pełno jest słów o braterstwie, konieczności pomocy i solidarności w obliczu konfliktu w Donbasie. Ale w polskim społeczeństwie rosnący sprzeciw budzi kwitnący na Ukrainie kult Stepana Bandery.


Paweł Smoleński jest znanym i poczytnym reporterem, publicystą, a od 1989 r. dziennikarzem "Gazety Wyborczej". Tematyką polsko-ukraińską zajmował się wcześniej, m.in. w książce Pochówek dla rezuna, za którą w 2003 r. otrzymał Nagrodę Pojednania Polsko-Ukraińskiego. W swoim najnowszym reportażu wraca do tematyki tużpowojennych dziejów pogranicza oraz działań podjętych przez stronę polską w ramach tzw. akcji "Wisła".

czwartek, 5 września 2019

Sevdalinka/Sevdah - bośniacka muzyka

Saz (zdjęcie: Rosier; w ramach licencji CC BY-SA 3.0)
Wprowadzenie
Sevdalinka (nazywana także Sevdah) jest bośniacką muzyką ludową. Słowo "sevda" pochodzi z języka tureckiego i oznacza miłość. Sevdalinka jest muzyką typową dla Bośni. Duży wpływ na obecny kształt sevdalinki wywarła kultura Orientu1. Teksty sevdah to zazwyczaj proste i krótkie utwory wierszowane, zbudowane z czterech do ośmiu wersów. Wszystkie wersy maja tę samą długość; liczba sylab w poszczególnych wersach jest identyczna. Choć są nieliczne sevdalinki o dużej ilości wersów. Zdarza się tak, gdy opisywana historia jest długa i zawiła, i autor nie jest w stanie zawrzeć jej w kilku wersach.

Sevdalinka jest gatunkiem lirycznym. Często opisuje nieszcześliwą miłość i skupia się na przykrych uczuciach, takich jak ból czy zawiedzione nadzieje, ale zdarzają się także sevdalinki opowiadające o szczęśliwej miłości. Treścią sevdalinek bywa również miłość do ziemi ojczystej, do rodzinnego miasta; opisy bośniackich gór i rzek.

poniedziałek, 2 września 2019

Yurodivi, "Obrazy polskiej wsi". Recenzja.


Śląska, nieszablonowa kapela Yurodivi powraca w nieco zmienionym składzie prezentując nam nowy album. Do tej pory muzycy zdążyli nas uraczyć folk-hardcore'owym szaleństwem (1 | 2) i pełnym transowości trip-folkiem (3). Na "Obrazach polskiej wsi" Yurodivi eksplorują zupełnie nowe dla nich rejony, które ogólnikowo nazwać można electro-folkiem. Odnajdziemy tu silne inspiracje takimi gatunkami jak ambient, noise, postrock, czy synthwave, jednak ciężko stwierdzić, by któryś z nich przeważał, gdyż Yurodivi zręcznie miesza różne stylistyki.

niedziela, 1 września 2019

Łukasz Wierzbicki, "Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści". Recenzja.

"Drzewo. Mity słowiańskie i inne opowieści" Łukasza Wierzbickiego jest pozycją niezwykłą. Jest to bowiem pierwsze satysfakcjonujące literackie ujęcie słowiańskiej mitologii. Autor ze słowiańskich baśni, z podań folklorystycznych, dawnych pieśni i naukowych opracowań wydobył z niezwykłym wyczuciem nie tylko istotę słowiańskich mitów, ale i ich możliwie prawdopodobną treść.


Jednym z największych plusów "Drzewa..." jest fakt, że choć książka pisana była dla dzieci, to dorosły czytelnik również się w niej odnajdzie. Prosty język i baśniowy sposób narracji pozwalają poczuć magię opowieści nie tylko najmłodszym, a dokładność i konsekwencja autora przy rekonstruowaniu dawnych mitów sprawiają, że nawet krytycznie nastawiony odbiorca będzie w stanie docenić wysiłek pisarza. Zresztą, słowo 'rekonstrukcja' jest być może nieodpowiednie. Łukasz Wierzbicki opowiedział te mity na nowo, z jednoczesnym zachowaniem sporego szacunku dla materiału źródłowego.

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Mgła w wierzeniach Słowian

Józef Rapacki, "Mgły poranne", 1909 r. (olej na płótnie) (domena publiczna)
Tropy dotyczące mgły w wierzeniach Słowian same leżą poniekąd we mgle - pisze się o nich niewiele, a samo zjawisko atmosferyczne jest dość marginalizowane, przynajmniej jeśli zważyć na ilość uwagi poświęcanej burzom, deszczom, wichurom itd. Tymczasem o mgle można napisać wystarczająco, aby ująć temat w przynajmniej dwóch kategoriach.

Płanetnicy, Chmurnicy, Zduchacze

Okładka książki Władysława Orkana pt. "Opowieść o płanetniku" z 1926 roku
(domena publiczna)
O płanetnikach napisano już wiele (zwłaszcza w internecie). Dlatego też celem niniejszego wpisu nie jest setne powielenie tych samych treści. Miast tego dokonamy krótkiego i pobieżnego przeglądu źródeł dotyczących Płanetników. Nim jednak do tego przejdziemy, ze względu na kwestie porządkowe warto przypomnieć kilka podstawowych informacji dotyczących Płanetników:
  • Nazwa Płanetnik jest stosunkowo młoda i pochodzi od łac. planeta1. Starsze i rodzime nazwy funkcjonujące w folklorze to Chmurnik i Obłocznik. Na południowej Słowiańszczyźnie w użyciu była z kolei forma Zduchacz.
  • Dawniej powszechnie wierzono, że Płanetnicy potrafią kierować chmurami. Mogli być przychylni lub wręcz przeciwnie; mogli odganiać chmury burzowe i chronić przed suszą2, a także zsyłać burze i grad3.
  • Ich przychylność można było zdobyć poprzez rzucanie mąki na wiatr lub do ognia2.
  • Płanetnikiem mogła zostać osoba zmarła śmiercią tragiczną lub samobójczą2.
  • Płanetnicy byli spostrzegani jako postacie demoniczne lub półdemoniczne. Czasem jednak Płanetnikami byli mężczyźni posiadający moc kontrolowania pogody. Poznać ich można było po tym, "że w czasie burzy lub na krótko przed nią znikają z ziemi w sposób dla innych niedoszczegalny, bądź też zostają w oczach świadków <<wciągnięci>> przez chmurę (czy wyjątkowo przez tęczę)"4.

niedziela, 18 sierpnia 2019

Čičmany - skarb ukryty wśród gór


Ze względu na swoją wyjątkową architekturę i ornamentykę słowacka wieś Čičmany (czyt. Cziczmany) została wpisana na listę UNESCO jako Rezerwat Architektury i Kultury Ludowej. Čičmany są położone wśród Strażowskich wierchów, mniej więcej w połowie drogi między Trenczynem a Żyliną (jadąc przez Rajec i Iławę).

Habří - uroczy przysiółek na Vysočině (Czechy)


O Pradze, Brnie, Skalnym mieście, Telczu czy Ołomuńcu poczytacie w każdym przewodniku. A ja chciałabym od czasu do czasu pokazywać Wam miejsca, o których nie słyszał żaden polski turysta.  Jednym z nich jest Habří, maleńka wieś na Vysočině (pol. Wysoczyzna). Habří jest położone 50 km na północ od Brna i 58 km na wschód od Jihlavy. Ma około 34 stałych mieszkańców. 

Tak tylko w ramach objaśnienia: Vysočina to nazwa regionu, a zarazem województwa. Słynie głównie z rolnictwa, hodowli zwierząt, turystyki rowerowej i pieszej. Jest to także raj dla osób uprawiających narciarstwo biegowe - niekończące się łagodne pagórki są stworzone do tego sportu.

sobota, 10 sierpnia 2019

Staropolska tytulatura i jej tajemnice: Jak zwracano się do siebie w czasach staropolskich?

Staropolska tytulatura była bardzo bogata. Stosowane wówczas zwroty adresatywne nazywane były przez cudzoziemców "tytułomanią". Co było tego przyczyną?

Stroje magnatów polskich w XVI i XVII wieku wg. Jana Matejki (domena publiczna)
Tajemnice staropolskiej tytulatury
Każda warstwa i grupa społeczna dawnej Rzeczpospolitej ukształtowała własną grzeczność językową i obyczajową - inne zasady obowiązywały bowiem w środowisku szlachecko-magnackim, ludowym czy żołnierskim. Dominował jednak szlachecki wzorzec grzeczności, co powodowało przyjmowanie go przez inne warstwy i grupy społeczne. Model ten był niezwykle obszerny, obejmując wiele zasad grzecznościowych. Mówiąc o staropolskim modelu grzeczności należy zwrócić szczególną uwagę na zwroty adresatywne, nazywane tytulaturą. Po pierwsze, ponieważ przywiązywano do nich szczególną uwagę, po drugie zaś były bardzo krytykowane przez obywateli innych państw. Dlaczego nie oszczędzano w tej kwestii Polakom krytyki? Przyczyna była prosta: zwroty adresatywne były zbyt rozbudowane - w listach zajmowały nierzadko więcej miejsca niż jego treść.

czwartek, 8 sierpnia 2019

Burian, "Bohemia". Recenzja.


W 2013 roku Lenka Kovaříková i Jiří Burian utworzyli projekt "Bohemia", mający być platformą dla spotkania tradycyjnej kultury Czech ze współczesnością. Inicjatywa obejmowała różne gałęzi sztuki takie jak szklarstwo, projektowanie odzieży, taniec, czy muzyka. Całość zaowocowała serią interaktywnych wydarzeń w stolicy Czech, a także albumem muzycznym Jiřego Buriana pt. "Bohemia", którego premiera miała czas 1 listopada tego samego roku. Myślę, że warto czytelnikom naszego bloga przybliżyć ten album, gdyż jest on w Polsce dość nieznany.

Annutara, "Ulisi". Recenzja.

Spośród wszystkich projektów muzycznych do tej pory recenzowanych na naszych łamach, Annutara jest zespołem bodaj najdalej wysuniętym w rejony wordl music. Annutara kojarzona jest przede wszystkim z Laboratorium Pieśni, gdyż właśnie z tego projektu wywodzą się dwie dziewczyny stanowiące twarz Annutary: Alina Jurczyszyn (wokal) i Kamila Bigus (wokal i skrzypce). Jednak o ile Laboratorium Pieśni porusza się głównie w rejonach Słowiańszczyzny, jedynie od czasu do czasu pozwalając sobie na "skok w bok", o tyle dla Annutary słowiańska muzyka jest tylko jedną z naprawdę wielu składowych. Usłyszymy tu wyraźnie inspiracje muzyką żydowską, bałkańską, "szamańską" (cokolwiek "muzyka szamańska" oznacza :p), arabską, cygańską, flamenco i bogowie raczą wiedzieć jaką jeszcze. Sama nazwa zespołu pochodzi z sanskrytu "Annutara Samjak Sambhodi", a oznaczać ma (wg Aliny Jurczyszyn) "najwyższe oświecenie, przejście do innego wymiaru".


Annutara zadebiutowała w 2015 roku albumem "Ulisi", zawierającym początkowo siedem utworów. W późniejszym czasie dołączono do niego trzy kolejne piosenki. "Ulisi" rozpoczyna się utworem pod tym samym tytułem. Co prawda znaliśmy go wcześniej w kapitalnej aranżacji Laboratorium Pieśni. Tutaj dostajemy jednak wykonanie zupełnie inne, bardziej poplątane, może umiarkowanie szalone. Moim zdaniem zastosowana tu rytmika zupełnie nie pasuje do tej ukraińskiej pieśni, niemniej można się do tego przyzwyczaić i nawet polubić. Takie wprowadzenie ukazuje nam z czym będziemy mieli do czynienia w dalszej części albumu. I faktycznie, dalej mamy do czynienia z niezwykłym miszmaszem stylów. Tak niezwykłym, że często nie da się wskazać gdzie kończy się np. muzyka flamenko, a gdzie zaczyna muzyka arabska, czy żydowska. Takie próby są z resztą pozbawione sensu. Czasem trudności przysporzyć może nawet próba odgadnięcia w jakim języku jest śpiewana dana pieśń, bowiem Annutara nie ma problemu z wymyślaniem własnych dialektów.

środa, 7 sierpnia 2019

Dorota Simonides, "Dlaczego drzewa przestały mówić. Ludowa wizja świata". Recenzja.


"Dlaczego drzewa przestały mówić. Ludowa wizja świata" Doroty Simonides jest poniekąd próbą ukazania istoty podań ludowych, istoty legend, bajek, prostych opowieści. Autorka, poprzez staranny dobór tekstów folklorystycznych stara się "odtworzyć ludową wizję świata". Z zebranych materiałów możemy dowiedzieć się jak lud tłumaczył sobie takie kwestie jak powstanie człowieka, powstanie świata zwierzęcego, stworzenie słońca, księżyca, zjawisk astronomicznych i meteorologicznych, czy nawet istnienie takiego, a nie innego ładu społecznego. Dla ludu wszystkie (aby na pewno wszystkie?) te historie były prawdziwe. Jak pisze sama Simonides we wstępie: "Pytania te i inne, niezależnie od epoki, religii, kultury i terytorium, są przez ludzi stawiane i zawsze poszukuje się na nie odpowiedzi - odpowiedzi kompletnej, zadowalającej. (...) Przy czym należy zaznaczyć, że ludzi na ogół niewiele obchodziło, czy ich odpowiedź jest zgodna ze stanem wiedzy, wystarczało, mieć przekonanie o jej prawdziwości, wierzyć w nią".

poniedziałek, 29 lipca 2019

Perseidy, spadłe gwiazdki

Józef Chełmoński, "Noc gwiaździsta", 1888 r. (olej na płótnie) (domena publiczna)
W połowie sierpnia będzie można podziwiać maksimum jednego z najpiękniejszych rojów meteorów - Perseid, zwanych przez lud łzami św. Wawrzyńca ze względu na bliskość poświęconego mu dnia. W oczekiwaniu na obserwację proponuję pochylić się nad kilkoma powiązanymi zagadnieniami.

Ciężko powiedzieć, od kiedy dokładnie Słowianie celowo podziwiali Perseidy. W zasadzie od połowy XIX w. (ze szczególnym nasileniem od początku XX w.) mamy już do czynienia z naprawdę powszechnym obyczajem - zapowiadanym i komentowanym przez wiele ówczesnych periodyków, zarówno tych typowo tematycznych (np. tygodnik "Wszechświat"), jak i na łamach prasy bardziej ogólnej ("Dziennik Poznański", "Gazeta Narodowa", "Gazeta Kaliska", "Gazeta Lwowska", "Kurjer Codzienny" itd.); ba, nawet w "Polsce Zbrojnej" pojawiały się odpowiednie wzmianki. Jak było w XVIII w. i wcześniej - ciężko dokładnie określić. Oczywiście czasopisma o tematyce etnograficznej nie pozostawały w tyle - np. w "Ludzie" z 1908 r. Gawełek opisuje dwa przekazy z okolic Kalwarii. W jednej z tych "nie głoszonych przez duchowieństwo legend" (!), w które wiara "jest powszechną wśród ludu naszego", wspomina się, że w okolicach Matki Boskiej Zielnej (15 sierpnia) "spadały bardzo obficie gwiazdy z nieba". "Gwiazda taka znaleziona w pobliżu cudownego miejsca, stanowi wielki i nieoceniony skarb dla tego, który ją posiada, byle tylko nie zdradził się przed drugimi z jej posiadania".

czwartek, 25 lipca 2019

Szacunek do chleba w polskiej kulturze ludowej

Festival Chleba Kraków 2007 (zdjęcie: Dariusz Biegacz; na licencji CC BY-SA 3.0)
Chleb w kulturze ludowej Słowian cieszył (i nadal cieszy) się niemałym szacunkiem. Posiada on bardzo bogatą symbolikę i wiele zastosowań w obrzędowości. Jawił się nie tylko jako pokarm, ale i atrybut religijny. Chleba starano się nie marnować, ani dopuścić do jego zepsucia, gdyż mogło to sprowadzić gniew boży. Kromkę, która upadła na ziemię należało podnieść i pocałować. Resztki chleba należało dać ptactwu lub dodać do paszy. Niewyobrażalnym było położenie bochenka na brudnym stole. Przed samym jego pokrojeniem należało nakreślić na nim znak krzyża, co jest nie tylko (wtórnym) odniesieniem do znaku męki pańskiej, ale również odniesieniem do mitu, w którym gromowładny bóg powstrzymuje rozrost niedawno stworzonej ziemi właśnie poprzez nakreślenie na niej czterech stron świata. W niniejszym wpisie przedstawimy legendy, którymi tłumaczono obowiązek szanowania chleba, zostawiając jego zastosowanie obrzędowe na inny wpis.

sobota, 6 lipca 2019

Polka - wesoły taniec niepochodzący z Polski

Szybki, żywy, skoczny i radosny taniec, rozpowszechniony na całym świecie. Wbrew nazwie powstał u naszych południowych sąsiadów, a nie nad Wisłą.

"Gwiazdka Cieszyńska, pismo dla nauki, przemysłu i zabawy"
Ner. 35. - Cieszyn 27. Sierpnia. - Rok 1859.
Polka jest tańcem wirowym, tańczonym w parze, po obwodzie koła i w zasadzie nie posiadającym żadnych figur. Już w XIX wieku uznawany był za tradycyjny ludowy taniec polski, jednak tak naprawdę powstał w Czechach. Wskazuje na to między innymi jego nazwa wywodząca się z czeskiego słowa pulka, czyli półkole, półkrok. Słowo to odnosi się do charakterystycznego kroku tańca, który jest bardzo szybki, żywy, skoczny i radosny.