Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowianie Wschodni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Słowianie Wschodni. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 sierpnia 2022

Twierdza w Kamieńcu Podolskim: polska "perła na kamieniu"

Twierdza w Kamieńcu Podolskim broniła granic państwa polsko-litewskiego przed wieloma wrogami - Tatarami, Turkami, Kozakami. Szlachta postrzegała ją jako symbol panowania Rzeczypospolitej w południowo-wschodnich województwach Korony i niezdobyte "przedmurze chrześcijaństwa", zaś współcześnie za sprawą literatury i filmu na stałe wpisała się w historyczną świadomość Polaków.

Stary Zamek w Kamieńcu Podolskim (zdjęcie: Grzegorz Gołębiowski; na licencji CC BY-SA 4.0).
Zanim skupimy się na dziejach i roli twierdzy w Kamieńcu Podolskim w historii Rzeczypospolitej, warto pochylić się nieco nad tym, co sprawiało, że była tak wyjątkowa. O potencjale obronnym Kamieńca Podolskiego zadecydowało jego położenie geograficzne. Stare miasto leży w zakolu rzeki Smotrycz, będącej jednym z dopływów Dniestru. Brzegi rzeki tworzą głęboki jar o niemal pionowych ścianach, których wysokość dochodzi do nawet 40 metrów. Jedyną drogą, która pozwalała na dostanie się do miasta od strony zachodniej, był wąski przesmyk pomiędzy brzegami rzeki. Z uwagi na oczywiste walory obronne, budowa umocnień w tym właśnie miejscu wydawała się nieodzowna.

Wzmianki o Kamieńcu Podolskim pojawiają się już w najstarszych źródłach ruskich z XII wieku. W "Powieści minionych lat" mnicha Nestora miasto to pojawia się na równi z innymi grodami zdobytymi przez książąt ruskich. Istnienie jakiejś formy murów miejskich poświadczone zostało w 1240 roku, kiedy to podczas najazdu Mongołów na Europę Batu-chan zniszczył kamienieckie umocnienia i złupił miasto. W późniejszym okresie osada przeszła pod panowanie książąt litewskich z rodu Giedymina. W 1374 roku książęta Jerzy i Aleksander Koriatowicze dokonali lokacji miasta, zaś zapewne kilka lat wcześniej powstało murowane założenie obronne, które z czasem przekształcone zostało w Stary Zamek. W 1430 roku Ruś Czerwona oraz Podole z Kamieńcem objęte zostały przywilejem jedleńskim dla szlachty polskiej. Faktyczne włączenie Podola do Królestwa Polskiego nastąpiło w 1434 roku, kiedy na uroczystościach koronacyjnych Władysława Jagiellończyka (zwanego później Warneńczykiem), wystawiono akt o wprowadzeniu na Ruś Czerwoną oraz Podole pełnego prawa polskiego, hierarchii urzędniczej oraz systemu administracyjno-sądowego.

piątek, 15 kwietnia 2022

Sławomir Leśniewski, "Chmielnicki. Burzliwe losy Kozaków". Recenzja.

W epoce przepełnionej konfliktami, być może najbardziej niszczącym okazała się dla Rzeczypospolitej wojna domowa. Powstanie Chmielnickiego przyniosło nie tylko morze krwi, ale też nieodwracalne skutki dla naszej części Europy. O tym opowiada książka Sławomira Leśniewskiego.

Sławomir Leśniewski, "Chmielnicki. Burzliwe losy Kozaków",
Wydawnictwo Literackie, 2022, 464 strony.
Sławomir Leśniewski jest doświadczonym popularyzatorem historii. To określenie może być przez niektórych traktowane jako epitet (wszak nie brakuje osób przekonanych, że popularyzacja równa się rozważaniom naukowym). Autor jest czynnym adwokatem, a nie historykiem, co bynajmniej nie umniejsza jego umiejętności, a może nawet świadczy o dociekliwości, przenikliwości oraz wrażliwości na słowo pisane. Przede wszystkim zaś - umiejętności oddzielenia twardych faktów od kłamstw i półprawd.

Na szczęście autor nie ulega nieznośnej manierze właściwej wielu popularyzatorom dziejów. Przede wszystkim nie stara się na siłę ubarwiać faktografii, nie forsuje "nowatorskiej", nastawionej na tanią sensację interpretacji wydarzeń. Czytelnik nie odniesie dzięki temu wrażenia, że autor miał potrzebę udowodnienia, że podjęta przezeń problematyka jest najważniejsza ze wszystkich, oraz że to właśnie jego pisarstwo jest odpowiedzią na konieczność wypełnienia luki badawczej. Nie. Sławomir Leśniewski prowadzi systematyczny wywód na temat historii niszczącego konfliktu z połowy XVII wieku.

środa, 26 stycznia 2022

Violetta Wiernicka, "Rosjanie w Polsce. Czas zaborów 1795-1915". Recenzja.

Violetta Wiernicka, "Rosjanie w Polsce. Czas zaborów 1795-1915",
Wydawnictwo Bellona, 2021, 464 stron.
Trudno dziś recenzować publikację poruszającą temat obecności Rosjan na ziemiach polskich w okresie zaborów, zwłaszcza obserwując współczesne działania Moskwy. Czy warto sięgnąć po książkę Violetty Wiernickiej?

Zacznijmy nietypowo, bo od mankamentów recenzowanej publikacji. Zdecydowanie brakuje tutaj wstępu oraz zakończenia. Nie jest jasne, czym autorka kierowała się podejmując akurat taką decyzję konstrukcyjną – żadne argumenty za takim rozwiązaniem nie wydają mi się przekonywujące.

Być może autorka obawiała się, że podsumowanie publikacji, w której obok szeregu negatywnych postaci przewijających się na ponad 450 stronach (negatywny jest zresztą kontekst - mówimy bowiem o obecności zaborcy na ziemiach polskich), pojawiają się również i te pozytywne. Do ostatnich należałoby zaliczyć chociażby Sokrata Starynkiewicza, jednego z najwybitniejszych włodarzy Warszawy. Wdzięczni mieszkańcy stolicy do dziś pamiętają jego dokonania, zaś jego mogiłę na cmentarzu prawosławnym na Woli wciąż zdobią świeże kwiaty. Jako pełniący obowiązki prezydenta Warszawy kierował się otwartością, uczciwością oraz wrażliwością na potrzeby obywateli.

czwartek, 23 grudnia 2021

Wielka pozytywna niespodzianka, czyli słów kilka o książce "Na rozstajnych drogach, około północy..." Piotra Braszaka

Piotr Braszak, "Na rozstajnych drogach, około północy.
Doświadczenia graniczne we wschodniosłowiańskich i polskich pieśniach ludowych"
,
Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań 2021, 126 stron.
"Na rozstajnych drogach, około północy..." autorstwa Piotra Braszaka to książka, która w moim odczuciu okazała się jedną z przyjemniejszych niespodzianek 2021 roku. Dotyczy ona - a jakże - doświadczeń granicznych uchwytnych w ludowych tekstach kultury, jakimi są tradycyjne pieśni (weselne, żałobne, liryczne, dziadowskie, kolędy, kołysanki itp.) z terenów Polski i wschodniej Słowiańszczyzny. Napisana jest przystępnym, literackim językiem, który nie powinien sprawić trudności laikowi. Przyjęte kryteria podziału granic - zniuansowanie wedle namacalności czy korelacji z żywiołami - są bardzo przejrzyste. Jako duży plus należy wskazać przytaczanie obcojęzycznych pieśni (ukraińskich, łemkowskich, rosyjskich, białoruskich, poleskich) zarówno w oryginale (w tym w poszczególnych przypadkach zapisanym przedrewolucyjną cyrylicą!), jak i autorskich tłumaczeniach w specjalnym aneksie na końcu książki. To wszystko sprawia, że "Na rozstajnych drogach, około północy..." może uchodzić za zgrabną pozycję popularyzatorską.

niedziela, 12 września 2021

Viter, "Dzherelo". Recenzja.


Co jakiś czas zdarza się, że oprócz recenzowania zupełnych nowości, decydujemy się przybliżyć Wam nieco starsze albumy muzyczne, które po prostu warto poznać. Jednym z takich albumów jest "Dzherelo" ukraińskiej kapeli Viter. Choć zespół ten najczęściej kojarzony jest z zabarwionym folkowo industrial metalem podchodzącym momentami niemal pod nu metal, to ich debiut, jakim jest "Dzherelo", różni się od tej stylistyki.

piątek, 26 marca 2021

Zbigniew Libera, "Znachor w tradycjach ludowych i popularnych XIX-XX wieku". Recenzja.

"Ten, któremu przekazano wiedzę tajemną, korzystał z niej w życiu własnym i zobowiązany był pożytkować ją na potrzeby środowiska lokalnego. Zaniechanie praktykowania i negowanie prawd przekazanych sprowadzało nieszczęścia, rozmaite choroby, niepowodzenia tak na adepta sztuki czarowniczej, jak na wszystkich członków jego rodziny, a nawet rodu".
B. Bazińska, "Wierzenia i praktyki magiczne pasterzy w Tatrach polskich" [w:] "Pasterstwo Tatr polskich i Podhala" (red. W. Antoniewicz), t. 7, Wrocław 1967, s. 124 (pogrubienia - P.H.).
"Znachor..." Zbigniewa Libery to pozycja owiana niemałą sławą w środowiskach słowianofilskich, a za sprawą trudnej dostępności - także aurą tajemniczości. Osobiście nie spotkałem się z negatywnymi opiniami na jej temat, co tylko sprawiło, że moje oczekiwania wobec niej były niezwykle wygórowane. Spodziewałem się typowo naukowego, suchego, faktograficznego opracowania. Miast tego, okazała się to pozycja bliższa publikacji popularnonaukowej, z wartką narracją, jednakże z powodu pewnych niuansów za takową uchodzić nie powinna.

Zbigniew Libera, "Znachor w tradycjach ludowych i popularnych XIX-XX wieku",
Towarzystwo Przyjaciół Ossolineum, Wrocław 2003, 280 stron.
"Znachor w tradycjach ludowych i popularnych XIX-XX wieku" podzielony jest na cztery zasadnicze części: "Kłopoty ze znachorem", "Dobry znachor", "Zły znachor" i "Znachor a lekarz".

Część pierwszą możemy uznać niejako za wprowadzenie, którego de facto tu nie ma. Autor zarysowuje nam w niej postać znachora w sposób nieco ogólnikowy (by sukcesywnie rozwijać ten opis na dalszych stronach), relacje między lekarzami a znachorami, relację chrześcijaństwa (jego oficjalnego oblicza) z (przeżytkami) pogaństwa, walkę Kościoła z zabobonem, a także podejście etnologów wobec zjawiska znachorstwa - podejście, które nieraz przyjmowało nieco romantyczne wyobrażenia za pewnik.

Część druga, "Dobry znachor", w znacznej mierze przedstawia nam właśnie znachora jako sługę bożego, "ziemskiego boga", na przykładach szeptuch, szeptunów, jurodiwych - szaleńców chrystusowych, babek itd. Z kolei część trzecia, "Zły znachor", traktuje o ludziach zgoła odmiennych - czarownikach, czarnoksiężnikach, wiedźmach, kołdunach itd., innymi słowy sługach szatana. Tak, jak słudzy boży i słudzy szatana stanowią uzupełniającą się dychotomię, tak obydwie te części książki są wobec siebie komplementarne. Nie sposób przecież opisywać rolę znachorstwa w światopoglądzie ludowym tylko na przykładzie pierwszych, z pominięciem drugich (i na odwrót).

czwartek, 11 marca 2021

Andrzej Chwalba, Wojciech Harpula, "Polska-Rosja. Historia obsesji, obsesja historii". Recenzja.

Historia jest kluczem do zrozumienia współczesnych relacji polsko-rosyjskich. Duet Chwalba-Harpula z pewnością miał tego pełną świadomość. Efektem ich współpracy jest przekrojowe spojrzenie na dzieje Polski i Rosji, a także próba odpowiedzi na pytanie co mogłoby się stać, gdyby wydarzenia przyjęły inny obrót.

Andrzej Chwalba, Wojciech Harpula, "Polska-Rosja. Historia obsesji, obsesja historii",
Wydawnictwo Literackie, 2020, 452 stron.
Na temat stosunków polsko-rosyjskich wypowiadał się już chyba każdy polski polityk, politolog czy komentator życia publicznego. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że w wypowiedziach wielu osób słychać brak pełnego zrozumienia specyfiki zagadnienia, o którym mówią. Przynajmniej po części jest to wynikiem bardzo pobieżnej znajomości wielowiekowej relacji obu państw. Wyobraźmy sobie, o ile celniej moglibyśmy oceniać dzisiejszą rzeczywistość, gdybyśmy dobrze rozumieli naszą przeszłość, pomyślmy o wymiernych korzyściach jakie może dawać racjonalne i pozbawione emocji myślenie o Rosji. Pomóc w tym mogą książki, które historię stosunków polsko-rosyjskich omawiają w sposób analityczny, uwzględniając wszystkie towarzyszące im konteksty. Właśnie dlatego lekturę książki "Polska-Rosja. Historia obsesji, obsesja historii" zaczynałem z uczuciem pewnej ekscytacji i wielkimi oczekiwaniami.

czwartek, 4 lutego 2021

Słowiański folkstep


Stale rosnące w ostatnich latach zainteresowanie Słowiańszczyzną przekłada się na ilość nowopowstających folkowych projektów muzycznych. Tworzona przez nie muzyka potrafi przybierać różne formy - od mariażu folku z hip-hop'em, poprzez oklepany i rzadko dobrej jakości folk metal (i folk pagan metal), po różne hybrydy folku z jazzem. Wśród wszystkich tych gatunków szczególnie wyróżnia się folkstep. Jest to skrzyżowanie folku z takimi gatunkami muzyki elektronicznej jak dubstep, drum'n'bass i trip-hop (innymi słowy nie jest to absolutnie dowolne połączenie folku z elektroniką). W niniejszym wpisie przedstawione zostało subiektywne zestawienie projektów muzycznych poruszających się właśnie w tej stylistyce (kolejność prawie przypadkowa).

czwartek, 31 grudnia 2020

"Bajka zwierzęca w tradycji ludowej i literackiej" (red. Adrian Mianecki, Violetta Wróblewska). Recenzja.

"Bajka zwierzęca w tradycji ludowej i literackiej" (red. Adrian Mianecki, Violetta Wróblewska),
Wydawnictwo Naukowe UMK, Toruń 2011, 276 stron.
"Bajka zwierzęca w tradycji ludowej i literackiej" pod red. Adriana Mianeckiego i  Violetty Wróblewskiej to monografia wydana w 2011 roku przez Wydawnictwo Naukowe UMK w ramach serii wydawniczej Paralele. Stanowi ona zbiór dwudziestu artykułów autorstwa tyluż badaczy z różnych uczelni w Polsce. Jak to przy takich publikacjach bywa, napotykamy w niej przekrój różnych ujęć badawczych - od folklorystyki, poprzez etnologię, etnolingwistykę i kulturoznawstwo, po literaturoznawstwo. Całość podzielona jest na trzy części: "Kulturowe konteksty bajki zwierzęcej", "Bajka zwierzęca w tradycji ludowej" i "Bajka zwierzęca w tradycji literackiej". Choć zdawać by się mogło, że temat przewodni monografii jest dosyć precyzyjny, to jednak mamy tu wbrew pozorom do czynienia z dość szerokimi ramami tematycznymi, co sprawia, że poszczególne artykuły różnią się od siebie na wielu płaszczyznach, w tym niestety jakością. W pojedynczych przypadkach można odnieść wrażenie, że poszczególni autorzy po prostu "załapali się" na publikację zbiorową (są to mimo wszystko wyjątki). Z tego też powodu nie zamierzam omawiać dokładnie każdej części i każdego artykułu, skupię się na wybranych zagadnieniach/tekstach.

czwartek, 17 grudnia 2020

Zimą ziemia niech spokojnie śpi - słów kilka o pewnym ludowym tabu


Tradycja ludowa Słowian przechowała wiele archaicznych treści mitycznych, sięgających swym rodowodem czasów pogańskich - nie tylko przedchrześcijańskich z okresu wczesnego średniowiecza, ale także (choć oczywiście zachowanych bardziej fragmentarycznie) czasów przed podzieleniem się wspólnoty praindoeuropejskiej. W niniejszym wpisie przyjrzymy się pewnemu tabu obecnemu w kulturze ludowej Słowian.

Dość powszechnym na całej Słowiańszczyźnie było postrzeganie ziemi jako matki, która zarówno rodzi, jak i zabiera to, co umarło. Oskar Kolberg zanotował nawet przekaz z krakowskiego o nakazie bożym wobec niej: "Ty będziesz ludzi rodziła i będziesz pożerała; co sama rodzisz, to sama zjesz, bo to twoje" (za: Gieysztor, s. 204). Choć nie znamy pewnego imienia Matki Ziemi w wierzeniach Słowian (traktowanie Mokoszy, Leli czy Żywii jako realizacji tego archetypu, mimo że jest bardzo prawdopodobne, pozostaje hipotezą), wiemy, że otaczano ją specjalnym kultem z systemem nakazów i zakazów. W Rosji istniał nawet zwyczaj wyznawania grzechów wprost do ziemi, z czym oczywiście walczył kler. Jak czytamy u Gieysztora (s. 203), "orkę pojmowano jako akt płciowy wobec ziemi" (podobnie Szyjewski, s. 130).

niedziela, 27 września 2020

Tęcza, zmiana płci i moce magiczne

Józef Janowski, "Krajobraz z tęczą" (domena publiczna)
W kulturze ludowej Słowian zachowało się sporo wierzeń dotyczących tęczy. Jednakże jedno z nich przykuwa szczególną uwagę. Mowa o opisanym krótko przez Kazimierza Moszyńskiego przekonaniu o konsekwencjach, jakie czekają tych, którzy napili się z tego samego miejsca, z którego pije tęcza:
"W wielu krajach Słowiańszczyzny południowej i poczęści północnej (w Serbochorwacji, Bułgarji, na Małorusi) mieli etnografowie sposobność notować jeszcze jeden zajmujący przesąd o tęczy. Zdaniem mianowicie wieśniaków ktokolwiek napiłby się się wody z miejsca, skąd pije tęcza, albo ktoby przeszedł pod tęczą it.p., ten z mężczyzny stanie się kobietą, względnie z kobiety - mężczyzną (albo - co rzadziej słyszymy - ten zamieni się w zwierzę). Podobne mniemanie istnieje m.i. u różnych tubylczych ludów Transkaukazji"1.
W tym krótkim fragmencie kryje się więcej treści mitycznych niż może wydawać się na pierwszy rzut oka. Dlatego też dla lepszego zrozumienia powiązania tęcza - zmiana płci i pośrednio tęcza - zmiana płci - moce magiczne warto rozłożyć ten tekst na czynniki pierwsze.

sobota, 19 września 2020

Artur Kijas, "Początki państw. Ruś". Recenzja.

 Wszyscy chyba znamy legendy o początkach państwa polskiego - jeden z ich bohaterów miał udać się na wschód i dać początek Rusi. Nasi sąsiedzi znają jednak nieco inną wersję tej opowieści. Artur Kijas, opierając się na staroruskich kronikach, przedstawia nam ją w swojej nowej książce.

Artur Kijas, "Początki Państw. Ruś"
Wydawnictwo Poznańskie, 2014, 328 stron. 
Ruś stworzyła zręby swojej państwowości w tym samym niemal czasie co Polska, a tymczasem ten etap jej historii pozostaje prawie zupełnie nieznany dla przeciętnego czytelnika. Gdy Polskę dotknęło rozbicie dzielnicowe, z podobną sytuacją musieli zmierzyć się także władcy kijowscy. Długo można by wymieniać podobieństwa, wystarczy jednak zaznaczyć, że plemię zamieszkujące okolice Kijowa nazywało siebie... Polanami, a to daje olbrzymie pole do spekulacji.

Autor, jak sam przyznaje, podjął się próby syntezy dziejów Rusi nazywanej Kijowską od jej legendarnych początków aż po upadek w 1240 roku, spowodowany najazdem mongolskim. Bazą dla tej pracy są liczne opracowania i artykuły, ale głównym źródłem pozostają kroniki i latopisy, szczególnie Powieść doroczna (w Polsce wydana jako Powieść minionych lat). Ze skrupulatnością obcą swoim średniowiecznym kolegom Artur Kijas przedstawia genezę ruskiej państwowości i próbuje odpowiedzieć na związane z nią podstawowe pytania. Jednym z nich jest, dyskutowana już od XVIII wieku, kwestia udziału przybyszów ze Skandynawii, Waregów, w stworzeniu największego słowiańskiego państwa.

piątek, 5 czerwca 2020

Zofia A. Brzozowska, Mirosław J. Leszka, "Nowogród Wielki. Historyczno-kulturowy przewodnik po średniowiecznej republice". Recenzja.

W powszechnym przekonaniu Słowianie wschodni (Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini) nie są w stanie wytworzyć w swoich państwach innego ustroju, niż silna, autokratyczna władza. Publikacja Zofii Brzozowskiej i Mirosława Leszki na temat średniowiecznego Nowogrodu Wielkiego, znajdującego się na terenie dzisiejszej Rosji, zadaje jednak kłam temu stereotypowi...

Zofia A. Brzozowska, Mirosław J. Leszka, "Nowogród Wielki.
Historyczno-kulturowy przewodnik po średniowiecznej republice"
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, 2019, 268 stron.
Średniowieczne księstwo ruskie, Nowogród Wielki, nieco na wyrost określane "Republiką Wielkiego Nowogrodu", to interesujący punkt na mapie księstw dzielnicowych powstałych z dawnej Rusi Kijowskiej po śmierci księcia Jarosława Mądrego (1054 rok). Była to bowiem księstwo, w którym w XII wieku władza stopniowo przechodziła z rąk książąt w ręce tamtejszej społeczności sprawującej rządy za pomocą wiecu. Prawo do udziału w wiecu mieli wszyscy dorośli mieszkańcy Nowogrodu. Ustrój ten funkcjonował dobrze aż do momentu, gdy władcy Moskwy, posługując się ideą "zbierania ziem ruskich" podbili Nowogród Wielki w 1478 roku. Czego zatem możemy się dowiedzieć na jego temat z publikacji Zofii Brzozowskiej i Mirosława Leszki?

środa, 13 maja 2020

Tajemnica pochodzenia Rusinów

Rusini Karpaccy to lud zamieszkujący głównie Zakarpacie na zachodnim krańcu Ukrainy oraz tereny przygraniczne w Polsce, na Słowacji i Węgrzech. Nazywani są Łemkami, a ich pochodzenie nie jest oczywiste, wciąż budząc spory wśród naukowców oraz samych zainteresowanych. Skąd więc pochodzą Rusini?

Cerkiew w Krempnej w Beskidzie Niskim (fot. slawojar; na licencji CC BY-SA 3.0)
Pierwsza hipoteza, najszybciej chyba się nasuwająca, to uznanie "autochtoniczności" ludności słowiańskiej na tym terenie. Przemieszczenie się Słowian na południe miało miejsce po upadku państwa Hunów, a więc w drugiej połowie V w. Kolejnym ważnym punktem było zajęcie Kotliny Karpackiej przez Awarów, którzy osłabili od północy Imperium Bizantyjskie, pozwalając Słowianom na dalszą ekspansję. Nie posiadamy dokładnych danych na temat liczebności i umiejscowienia Słowian na tym obszarze, jednak niemal na pewno pozostawali oni w stosunkach zależnych od kaganatu - państwa Awarów. Zdaniem Michała Parczewskiego, w świetle badań archeologicznych ludy słowiańskie stanowiły kontinuum bez wyraźnych granic między grupami:
"Z powyższego wynika, że nie istnieją żadne rozsądne argumenty przemawiające za jakimkolwiek zróżnicowaniem etnicznym ludności zamieszkującej interesujący nas teren w VI-VII w. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazuje na fakt, że Sklawinowie byli ludem o zupełnie jednolitym obliczu etnicznym".
W tym miejscu rozważań pojawia się grupa Białych Chorwatów, która miała żyć na terenie przykarpackim (jednak raczej po wschodniej i północnej stronie gór), a od której wywodzić mieliby się dzisiejsi Rusini. Byliby to proto-Chorwaci, którzy z tego obszaru wyruszyli na południe, ale jakaś ich część pozostała na miejscu. Warto jednak zauważyć, że omawiana grupa przebywała głównie po zewnętrznej stronie Karpat, zaś znani nam Rusini żyli i żyją głównie po wewnętrznej stronie gór, co do pewnego stopnia ogranicza fakt "autochtoniczności". Wyjątek stanowiliby tutaj jednak Łemkowie. Białochorwaci mieli zostać włączeni do Rusi Kijowskiej w X w., a więc co najmniej kilkadziesiąt lat po zajęciu Basenu Karpackiego przez Madziarów, w czasach, gdy ci ostatni wyprawiali się na południe i zachód w ramach tzw. kalandozások (wypraw łupieżczych). Można więc przypuszczać, iż uznawali swoją wschodnią granicę za zabezpieczoną. Oznacza to, że Białochorwaci nie zamieszkiwali podległych Węgrom terenów.

sobota, 2 maja 2020

Gdy susza dokucza...

Jacek Malczewski, "W tumanie" (1893-1894; domena publiczna)
Susza nigdy nie była zjawiskiem pożądanym. Może negatywnie wpłynąć na wielkość zbiorów i znacząco przybliżyć groźbę głodu. Nic więc dziwnego, że ludy rolnicze, takie jak na przykład Słowianie, próbowały sobie wytłumaczyć ją na różne sposoby, niekoniecznie racjonalne. Susza mogła być więc karą boską, a wraz z innymi znakami zwiastować nieodległy koniec świata. Bywało też, że o powodowanie suszy oskarżano czarownice (wiedźmy, cioty itp.) lub diabły i inne istoty demoniczne. W niniejszym artykule przybliżymy kilka tradycyjnych sposobów zapobiegania lub odwołania suszy.

niedziela, 26 kwietnia 2020

Czy źródła dotyczące religii dawnych Słowian są wyczerpane?

Wiktor Michajłowicz Wasniecow, "Bogatiri", 1898 (domena publiczna)
Zdecydowana większość badaczy religii/wierzeń średniowiecznych Słowian jest zgodna, co do odpowiedzi na pytanie postawione w tytule. Ilość źródeł pisanych dotyczących interesującego nas zagadnienia jest skończona. I nie ma znaczenia czy mowa tu o hiperkrytykach, którym poglądy przyciemniają osąd (typu D.A. Sikorski), czy o bardziej optymistycznych reprezentantach wielu nauk, takich jak historia, etnologia, antropologia kultury, antropologia religii, religioznawstwo, czy językoznawstwo. Choć każdy z nich, z racji dziedziny naukowej, w ramach której się porusza, może dochodzić do zupełnie różnych, wykluczających się wzajemnie lub uzupełniających wniosków, to w jednej sprawie pozostają niemal zgodni. Źródeł pisanych nie przybędzie i nieważne jak bardzo byśmy tego chcieli, stan ten nie ulegnie zmianie. Tym samym, pełnego obrazu starosłowiańskich wierzeń nigdy nie uzyskamy. Możemy tylko starać się "uszczegółowić pewne fakty"1, uszczegółowić niektóre bliżej znane nam fragmenty całościowego obrazu.

piątek, 17 kwietnia 2020

Grzegorz Antosik, Michał Łuczyński, "Badania nad wierzeniami Słowian. Wczoraj, dziś, jutro". Recenzja.

"...dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, istnieje zainteresowanie tym tematem i potrzeba zaspokojenia tego zainteresowania. Pod wieloma względami to zainteresowanie jest zaspokajane przez różnych szarlatanów, zarabiających na tym pieniądze. Dlatego przynajmniej w celu przeciwdziałania pseudonauce naukowcy powinni zwrócić uwagę na badania nad słowiańskim pogaństwem" - Andriej Anatoliewicz Beskov. 
Grzegorz Antosik, Michał Łuczyński, "Badania nad wierzeniami Słowian. Wczoraj, dziś, jutro"
Muzeum Mitologii Słowiańskiej, Owidz 2020, 224 strony
Religia i wierzenia wczesnośredniowiecznych Słowian od dawna są obiektem zainteresowań historyków, archeologów, etnologów, religioznawców i wielu reprezentantów innych nauk. Mimo to, do dziś nie udało się im wypracować wspólnego i spójnego stanowiska w tym temacie. Różnice i sprzeczności w interpretacjach biorą się nie tylko z charakteru relatywnie ograniczonej bazy źródłowej, ale również, i przede wszystkim, z różnych metod badawczych typowych dla każdej z dziedzin nauki. By poznać lepiej poszczególne twierdzenia naukowców, potrzeba często żmudnych poszukiwań w dość rozproszonej i często trudno dostępnej literaturze (o pomstę do nieba wołają wysokości nakładów niektórych monografii). A gdyby tak można było zebrać opinie wielu badaczy w jednym miejscu zamiast szukać w gąszczu literatury i czasem się rozczarowywać? Właśnie czegoś takiego podjęli się Grzegorz Antosik i Michał Łuczyński w książce "Badania nad wierzeniami Słowian. Wczoraj, dziś, jutro". Pozycja ta jest wynikiem ankiety, w której udział wzięło trzydziestu trzech naukowców z jedenastu krajów. W ankiecie pojawiły się pytania o cele badań nad religią dawnych Słowian, kondycję tych badań, metody badawcze, najważniejsze odkrycia ostatnich lat, czy perspektywy na przyszłość.

piątek, 10 kwietnia 2020

Włodzimierz Mędrzecki, "Kresowy kalejdoskop. Wędrówki przez Ziemie Wschodnie Drugiej Rzeczypospolitej 1918-1939". Recenzja.

Ziemie Wschodnie Drugiej Rzeczypospolitej, nazywane dzisiaj Kresami Wschodnimi, są najbardziej zmitologizowanym miejscem w pamięci wielu Polaków. Arkadia, utracony raj, przedmurze chrześcijaństwa i żyzne ziemie, które były w stanie wyżywić miliony ludzi - to wszystko miało trwać od 1918 do 1939 roku, by bezpowrotnie przeminąć za "drugiego Sowieta".

Włodzimierz Mędrzecki, "Kresowy kalejdoskop. Wędrówki
przez Ziemie Wschodnie Drugiej Rzeczypospolitej 1918-1939"

Wydawnictwo Literackie, kwiecień 2018, 424 stron
Włodzimierz Mędrzecki jest historykiem i politologiem, profesorem w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk. Znany jest z rozlicznych publikacji naukowych, popularyzatorskich i szkolnych dotyczących województw wschodnich II RP, w tym pracy "Inteligencja polska na Wołyniu w okresie międzywojennym", za którą otrzymał Nagrodę "Przeglądu Wschodniego". Tym razem do rąk czytelnika trafia wieloaspektowa opowieść o utraconej dla milionów przodków współczesnych Polaków małej ojczyzny, będąca swoistą podróżą do lat powszechnej szczęśliwości.

Czasami odnoszę wrażenie, że im dalej od zakończenia wojny, tym więcej potomków Kresowian wspomina o pozostawionych "za Bugiem" majątkach, rozległych polach, na których pszenica rosła wysoka na chłopa, a nawet na kamieniu rodziły się kawony, o stadach najmleczniejszych na świecie krów, i tak dalej, i dalej. Pielęgnowany sentymentalny mit Kresów, ma swoje racjonalne uzasadnienie: wspomnienia snute na ich temat przede wszystkim dotyczą lat dzieciństwa, które każdy z nas w ten czy inny sposób idealizuje. Wystarczy spojrzeć na memy o okresie schyłkowego PRL.

czwartek, 9 kwietnia 2020

Dlaczego nie uczą tego w szkołach?

Festiwal Słowian i Wikingów w Wolinie, 2019
(zdjęcie: Jakub T. Jankiewicz; na licencji CC BY-SA 4.0)
"Dlaczego nie uczą w szkołach o Słowianach?" 
"Dlaczego nie uczą o historii przedchrześcijańskich Słowian i ich wierzeniach?" 
"Dlaczego uczą nas o mitologii greckiej i rzymskiej, a o słowiańskiej nie wynosimy ze szkół nic?"
Te pytania pojawiają się niezwykle często w różnych artykułach prasowych i komentarzach pod nimi, wpisach na blogach i w słowianofilskich i turbosłowiańskich książkach. Równie często można napotkać się na nie w licznych dyskusjach na forach poświęconych tematyce szeroko rozumianej Słowiańszczyzny. Co dziwne, za tymi pytaniami właściwie nigdy nie kryją się konkretne propozycje zmian, żadne projekty obywatelskie, czy cokolwiek w tym stylu. Najczęściej są one pretekstem do narzekania na: kościół katolicki; dawnych zaborców; bieżącą władzę (niezależnie od tego, kto obecnie jest 'u steru'); spisek judeowatykański; inne (niepotrzebne skreślić). Tym samym mamy do czynienia z oklepanym i nic nie wnoszącym sloganem. W niniejszym wpisie zapoznamy się z kilkoma powodami, dla których "nie uczą tego w szkołach".

czwartek, 2 kwietnia 2020

Dziś każdy może zostać szamanem, czyli wyobrażenia a rzeczywistość

Aleksander Karcz, "Wołchw", 2017 r.
(na wolnej licencji: CC BY-SA 4.0)
Kultura i wierzenia Słowian są od pewnego czasu obiektem wzmożonego zainteresowania. Niestety wraz z tym zainteresowaniem nie idzie w parze trzeźwe i krytyczne spojrzenie na tzw. źródła. Co i rusz pojawiają się jakieś wzięte z kosmosu pomysły dotyczące dawnej Słowiańszczyzny. Mowa tu między innymi o takich fantasmagoriach jak Wielka Lechia, słowiańska joga czarownic, kapłanki Ladacznice na Łysej Górze, czy słowiańskie mantry. Odnośnie Wielkiej Lechii pojawiło się już na naszych łamach kilka wpisów, pozostałym z wyżej wymienionych tematów poświęcimy odpowiednio dużo miejsca w przyszłości. Warto jednak zwrócić uwagę, że pomiędzy tymi wszystkimi pomysłami obecne są przeróżne wyobrażenia na temat duchowości, usposobienia i mentalności dawnych Słowian. Są to wyobrażenia powielane bezrefleksyjnie i często bezwiednie. W niniejszym wpisie skupimy się właśnie na owych wyobrażeniach.