poniedziałek, 31 grudnia 2018

Jarun, "Wziemiozstąpienie". Recenzja.

"Po ziemi czarnej wędruję zmierzchem
Snów szukam wśród prochów umarłych
Zielonym lasu oddycham cieniem
Drzew co na krwi mej wyrosły"
O "Wziemiozstąpieniu" (2012) krakowsko-nowosądeckiej kapeli Jarun napisano już wiele recenzji, mniej lub bardziej trafnych. Możliwe jest, że album ten znany jest również części naszych czytelników. Niemniej uważam, że warto bliżej przyjrzeć się tej płycie, zwłaszcza że niedawno doszło do wznowienia jej nakładu.


Jeśli chodzi o przypisanie muzyki znajdującej się na "Wziemiozstąpieniu" do jakichś ram gatunkowych jest to zadanie z pozoru niełatwe. Niewątpliwie mamy tu do czynienia z black metal'em, tudzież z pagan metal'em, jednak owe "szufladki" nie opisują zawartości albumu w wystarczającym stopniu. Pojawia się tu parę niestandardowych elementów, na tyle wpływających na całokształt brzmienia, by móc pokusić się o dodanie kilku przedrostków w stylu "progressive", "alternative", a także "neofolk". Z resztą, w czeluściach internetu można znaleźć niemało opisów muzyki zespołu jako "folk metal", bądź "folk pagan metal" wraz ze zwracaniem uwagi na rzekome elementy muzyki tradycyjnej. Jednakże elementy tradycji jako takiej na albumie nie pojawiają się w ogóle. Jest to bardziej myślenie życzeniowe, w oparciu o współczesne, miejskie wyobrażenie o dawnych czasach. Z kolei sam zespół, z tego co się orientuję, nie patrzy przychylnym okiem na stawianie ich na jednej półce z kapelami folk pagan metal'owymi, poniekąd na przekór runicznemu logo, pogańskiemu idolowi na okładce, imieniu słowiańskiego boga wiosny w nazwie i tekstom, w których wyraźnie czuć pogańskiego ducha.

środa, 26 grudnia 2018

Kamil Kajkowski, "Mity, kult i rytuał. O duchowości nadbałtyckich Słowian". Recenzja.


"Mity, kult i rytuał. O duchowości nadbałtyckich Słowian" autorstwa Kamila Kajkowskiego to pierwsza publikacja z cyklu "Wszechnica Triglava". Autor, archeolog ze stopniem doktora i kustosz w Muzeum Zachodniokaszubskim w Bytowie, podjął się opisania wierzeń przedchrześcijańskich Słowian nadbałtyckich w odniesieniu do stanu badań archeologicznych posiłkując się źródłami pisanymi okresu wczesnego średniowiecza i sporadycznie źródłami etnograficznymi. Wynik jego pracy to dwanaście rozdziałów (z czego osiem to artykuły wcześniej wydane drukiem, niektóre z nich uzupełnione lub poprawione) ujętych w czterech częściach: "Przestrzeń", "Moc", "Człowiek" i "Zwierzę". Autor każde z tych zagadnień opisuje w sposób dokładny i przystępny, choć nie każdą kwestię można uznać za w pełni wyczerpaną (o czym później).

sobota, 15 grudnia 2018

Agnieszka Łukaszyk, "Wierzchowce bogów. Motyw konia w wierzeniach Słowian i Skandynawów". Recenzja.

Jak bliski dawnym Słowianom i Skandynawom był koń? Czy istnieje możliwość zrozumienia i pogodzenia z jednej strony jego roli powszechnie szanowanego boskiego ogiera, a z drugiej - ofiary makabrycznych mordów? Co wspólnego ze sobą mogą mieć przekazy o wierzchowcach hodowanych przy połabskich świątyniach pogańskich oraz opisy zwyczajów buriackich? Na te i inne pytania stara się odpowiedzieć Agnieszka Łukaszyk, autorka książki pt. "Wierzchowce bogów. Motyw konia w wierzeniach Słowian i Skandynawów".


Agnieszka Łukaszyk, autorka publikacji, ukończyła Archeologię na Wydziale Historycznym UAM w Poznaniu, a obecnie jest pracownikiem Muzeum Pierwszych Piastów na Lednicy w oddziale Gród w Grzybowie. Ma w swoim dorobku artykuły w czasopiśmie "Archeologia Żywa". Związana jest również z odtwórstwem historycznym. Jej atutem, dostrzegalnym w omawianej publikacji, jest ostrożność w ferowaniu osądów, chroniąca przed uleganiem pociągającym, choć nie zawsze uzasadnionym interpretacjom źródeł. Przy tym jednak, biorąc na warsztat zarówno źródła pisane (obok stricte historycznych także etnograficzne), jak i znaleziska archeologiczne, wtłacza umiejętnie ich analizę w przyjazną Czytelnikowi narrację.

Prezentowana tu książka posiada przejrzystą budowę. Jej zaletą jest dokonywany na każdym etapie pracy podział źródeł na dwie grupy, dotyczące osobno Słowiańszczyzny i Skandynawii. Dzięki temu dają o sobie wyraźnie znać podobieństwa i różnice między obiema kulturami. Wspomniana symetria realizowana jest przy opisie poszczególnych typów źródeł. W osobnych zestawieniach ujęto przekazy mitologiczne, ofiary z koni, pochówki końskie, hippomancję, a także wykorzystanie motywu konia w sztuce (tu z podziałem na kilka kategorii: figurki, płaskorzeźba, biżuteria, wyroby z kości i inne). Ponadto wysunięcie na pierwszy plan Słowiańszczyzny pozwoliło Autorce lepiej uchwycić kwestię występowania pewnych zjawisk odrębnych na gruncie każdego z kręgów kulturowych (np. hippomancja).

Gooral, "Ethno Electro". Recenzja.

"W moim ogródecku 
Rośnie po listecku
Rośnie kwiot liliji, Panience Maryi
Rośnie kwiot liliji, Panience Maryi"

Muzykę Goorala słyszało już wiele osób. Choć nie był on pierwszym, który postanowił połączyć elementy muzyki góralskiej z elektroniką, to jednak mu pierwszemu udało się zaistnieć szerzej również poza środowiskiem folkofilów. Dowodem na to jest chociażby dwukrotny występ na Woodstoku (z czego za drugim razem wraz z cepelią spod szyldu Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze, pff...). I choć sam Gooral swoją muzykę zwykł nazywać ethno electro, co zaznaczył w tytule swojego solowego debiutu, to jednak to określenie zdaje się być dosyć obszerne (podpisać by tak można n.p. nowsze dokonania Południcy!, a tej do muzyki Goorala cokolwiek niezbyt blisko), a to co dostajemy na "Ethno Electro" można by precyzyjniej nazwać ukutym w czeluściach internetu określeniem folkstep (cicho liczę na głosy oburzenia wobec zadufania krytyków wiedzących lepiej od twórcy co twórca tworzy, w myśl co.in.'owskiego "To the critics", jednakże "folkstep w ethno electro zawiera się").

czwartek, 6 grudnia 2018

Święty Mikołaj biskup w tradycji wschodniej (Słowiańszczyzny)

Wśród wielu wyobrażeń świętych czczonych na wschodniej Słowiańszczyznie ikony świętego Mikołaja zajmują szczególne miejsce. Niektórzy zachodni podróżnicy widząc jego ogromny kult utrzymywali wręcz, że na Rusi święty Mikołaj jest czczony tak, jak gdyby był co najmniej trzecią osobą Trójcy Świętej.

Hagiograficzna ikona św. Mikołaja z szesnastoma scenami z jego życia,
XIV wiek, Muzeum Rosyjskie w Sankt-Petersburgu (domena publiczna).
Święty Mikołaj: prawdziwa historia
Kojarzący się nam obecnie najczęściej ze świętami Bożego Narodzenia Mikołaj z Miry Licyjskiej, znany także jako Mikołaj z Bari, jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych świętych, czczonych zarówno przez katolików, jak i prawosławnych. O samym Mikołaju wiadomo jednak niewiele. Według legend hagiograficznych święty żył na przełomie III i IV wieku i był biskupem miasta Mira w Licji w Azji Mniejszej i wsławił się cnotliwym życiem, pomocą najuboższym i licznymi cudami. Żadne dokumenty kościelne z epoki nie wspominają jednakże o takiej postaci. Jeżeli Mikołaj byłby rzeczywiście biskupem Miry Licyjskiej, z racji pełnionej funkcji powinien był uczestniczyć w soborach kościelnych, m.in. w soborze nicejskim z 325 roku, żadne akta synodalne nie wymieniają go zaś wśród uczestników.

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Kaszubskie upiory, czyli czego bać się nocą na Kaszubach

Kaszubi, jako lud religijny, nie bali się naturalnej śmierci. Pojmowali ją jako "próg wieczności" bądź "powrót do rodzinnych stron". Lęk wywoływały nocne demony, które dusiły bądź zjadały żywych. Aby się przed nimi ustrzec, odprawiano obrzędy nie zawsze w pełni zgodne z nauką Kościoła. Nocą na Kaszubach rządziła "trupia ekipa": wieszczy, łopi i mora.

Pusta noc to obrzęd czuwania przy zmarłym w noc przed pochówkiem, w czasie której zgromadzeni śpiewają pieśni żałobne. W niektórych rejonach Kaszub wypadało, aby rodzina zmarłego ugościła żałobników przynajmniej jednym posiłkiem. Aby okazać szacunek zmarłemu, zapewnić mu spokój oraz strzec żałobników przed ewentualnym obudzeniem się wieszczego, otwartą trumnę stawiano w oddzielnym pomieszczeniu. Na zdjęciu śpiewnik pod redakcją ks. Jana Perszona wykorzystywany podczas pustych nocy (fot. "Magnawik, na licencji CC BY-SA 3.0 unported)
Najbardziej przerażającym bohaterem wierzeń kaszubskich był wieszczy, nieraz utożsamiany z inną "śmiertelną personą": łopim, czyli upiorem. Mógł on pojawić się na świecie,t gdy na świat przychodziło dziecko urodzone w czepku (to jest w nienaruszonych błonach płodowych). W kulturze Słowian uważano to za oznakę przyszłego szczęścia, na Kaszubach jednak wróżyło to coś zgoła odmiennego. Aby zapobiec przyszłemu przeistoczeniu się nowego członka rodziny w wieszczego, czepek palono, ścierano na proszek i podawano dziecku razem z mlekiem matki, wspomniany upiór miał bowiem zjadać własne ciało. Tuż po śmierci podnosił się on z martwych i pożerał swoje zwłoki, a potem swoich żywych krewnych. "Po zjedzeniu ich wszystkich wściekła żarłoczność przenosi się na dzwony kościelne, zaczyna w nie bić i tam, dokąd niesie się ich dźwięk, wymiera wszystko, duży czy mały, stary czy młody człowiek" ("Niemcy o Kaszubach w XIX wieku...", s. 80).

czwartek, 29 listopada 2018

Jerzy Besala, "Alkoholowe dzieje Polski. Czasy Piastów i Rzeczypospolitej szlacheckiej". Recenzja.

"Picie i upijanie się to dwie różne czynności i dwa stany świadomości. Pierwsze służy poprawieniu nastroju, zabawie, (…), a nawet w niewielkich ilościach zdrowiu. Natomiast drugie, czyli upijanie się, jest siłą destrukcyjną." Tak Jerzy Besala rozpoczyna swoją książkę, w której dowodzi znaczenia alkoholu w historii dawnej Polski. Czy warto ją przeczytać?


Jerzy Besala to historyk zajmujący się historią I Rzeczypospolitej, autor kilkunastu książek, w tym popularnych biografii Stefana Batorego i Stanisława Żółkiewskiego. Jego książka zatytułowana "Alkoholowe Dzieje Polski. Czasy Piastów i Rzeczypospolitej Szlacheckiej" mimo podejmowanego tematu, który może wydać się na pierwszy rzut oka mało poważny - jest pełnoprawną pracą naukową. Uzasadniając zajęcie się tą tematyką Besala podkreśla, że używanie alkoholu, a zwłaszcza jego nadużywanie, wpływało na podejmowanie decyzji, zachowania zbiorowe, a więc odcisnęło się na biegu wydarzeń i dziejów. Zauważa, że "historycy unikali podjęcia się trudu pracy dotyczącej alkoholizmu czy nawet pijaństwa i nie powstała ani jedna synteza na ten temat". Sam wypełnia tę lukę. I zasługuje za to na wielkie uznanie.

sobota, 24 listopada 2018

Leszek Moczulski, "Tajemnice wczesnych Słowian". Recenzja.


"Tajemnice wczesnych Słowian" nie stanowią efektu najnowszych badań autora. Jest to jedynie "częściowo uzupełniony i poprawiony" (jak określa to sam autor) wycinek z wcześniejszej książki, noszącej tytuł "Narodziny Międzymorza: ukształtowanie ojczyzn, powstanie państw oraz układy geopolityczne wschodniej części Europy w późnej starożytności i we wczesnym średniowieczu", wydanej nakładem wydawnictwa Bellona w 2007 roku. Autor podkreślił wzajemne związki pomiędzy obu publikacjami posunięciem, które uważam za mocno nietrafione. W swej najnowszej książce zrezygnował on bowiem z umieszczenia bibliografii i odnośników do źródeł antycznych oraz średniowiecznych.

Zainteresowania autora, obejmujące w głównej mierze zagadnienie geopolityki, zdecydowały o układzie i tematyce pracy. Tytuł książki jest bowiem mylący. Niewiele miejsca poświęcił w niej Moczulski zagadnieniu samych Słowian. Zdecydowanie zbyt duży nacisk został w "Tajemnicach wczesnych Słowian" położony na przedsłowiańskie dzieje Europy Środkowej. Równie obszerne są rozważania dotyczące – kluczowej zdaniem autora – kwestii geografii i jej wpływu na kształtowanie kultur ludzkich w przeszłości. Jedynie dwa z siedmiu rozdziałów poświęcono Słowianom.

sobota, 17 listopada 2018

Grodzisko Piotrówka, Radom, mazowieckie

Radom, grodzisko Piotrówka, widok z południowego wschodu na południowy fragment wału,
stan na 2011 r., fot. Michał Bugaj (w ramach licencji: CC BY-NC-ND 3.0)
Grodzisko Piotrówka (stanowisko 1) jest jednym z najważniejszych elementów kształtujących historyczny i kulturowy krajobraz Radomia. Wg M. Trzecieckiego, kierownika najnowszych badań archeologicznych, „jego wczesnośredniowieczne warstwy osadnicze są prawdziwą kopalnią wiedzy o funkcjonowaniu typowego ośrodka administracji pierwszych Piastów. W historii wzgórza zapisany jest też „złoty wiek” Radomia - w XV-XVI wieku będącego jednym z głównych ośrodków politycznych monarchii Jagiellonów - a także czas modernizacji państwa, podjętej u schyłku szlacheckiej Rzeczpospolitej, kiedy to na dawnym grodzie założono jeden z najstarszych w Polsce cmentarzy komunalnych zorganizowanych wedle reguł Komisji Dobrego Porządku.” Grodzisko stanowi centrum kompleksu osadniczego z okresu wczesnego średniowiecza, w skład którego wchodzą ponadto: osady (st. 2 i 3) oraz osada/cmentarzysko (st.4).

poniedziałek, 12 listopada 2018

Duchowość Słowian z perspektywy psychologii noetycznej

"Stany mistyczne, jakkolwiek tak podobne
do stanów uczuciowych,
w oczach doznających ich wydają się jednocześnie stanami poznania.
Są to stany wejrzenia w głębię prawdy,
niedostępnej dla intelektu rozważającego."

(James 2012, s. 382)
Obchody rodzimowierczego święta Stado, Owidz 2017 (fot. Chociemir Łożański)

STRESZCZENIE

Słowiańska duchowość, budząca zainteresowanie badaczy od czasów romantyzmu, przeżywa współcześnie swój ponowny rozkwit w ramach organizacji i grup mieszczących się w nurcie rodzimowierstwa słowiańskiego. Właściwe zrozumienie owej współczesnej formy duchowości wymaga zestawienia jej z pierwotnymi duchowymi przejawami kultury wczesnosłowiańskiej oraz nowożytnej kultury ludowej Europy Środkowo-Wschodniej. Podejście komparatystyczne umożliwia wskazanie bezpośrednich źródeł duchowości rodzimowierczej oraz określenie jej specyfiki zdeterminowanej cechami dystynktywnymi (wzorami kulturowymi i perspektywą czasową) doby ponowoczesności. Niniejsza praca prezentuje dawną i współczesną duchowość słowiańską w jej aspekcie poznawczym. Ukazanie wartości słowiańskiego poznania noetycznego1 możliwe jest dzięki psychologicznej analizie i interpretacji słowiańskich mitów i rytuałów. Przedstawione zostały również ustalenia dotyczące duchowości rodzimowierców słowiańskich na tle grupy porównawczej w ujęciu empirycznym. Prezentowana perspektywa badawcza odnosi się do założeń psychologii historyczno-kulturowej i tzw. psychologii realnej (autorska propozycja Andrzeja Pankalli).

sobota, 10 listopada 2018

Roman Żuchowicz, "Wielka Lechia. Źródła i przyczyny popularności teorii pseudonaukowej okiem historyka". Recenzja.

O fantazmacie Wielkiej Lechii na pewno słyszał każdy miłośnik rodzimej historii. Pseudonaukowa teoria opierająca się na bardzo lichych przesłankach zyskuje coraz większą popularność. Działalność internetowa piewców alternatywnej historii Polski, takich jak Bieszk, Szydłowski, czy Kosiński, a także pisane przez nich książki, wydane nakładem wydawnictwa Bellona, docierają do coraz większego grona odbiorców. Nie dziwi więc reakcja środowiska naukowego, któremu nie w smak promocja "januszowej historii". W kontrze do turbolechickich wypocin ciekawe i merytorycznie poprawne teksty są publikowane na takich stronach, jak Sigillum Authenticum, seczytam, czy piroman.org. Człowiek odpowiedzialny za ostatnią z wymienionych stron, Roman Żuchowicz, historyk doktoryzujący się w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, podjął się napisania książki polemizującej z teorią Wielkiej Lechii. W ten sposób w nasze ręce mogła dostać się "Wielka Lechia. Źródła i przyczyny popularności teorii pseudonaukowej okiem historyka".


Autor zawarł w omawianej książce takie kwestie jak: metodologia i ograniczenia badań historycznych i archeologicznych; wywiady z naukowcami, których wypowiedzi mają na celu ułatwienie czytelnikowi zrozumienie pewnych zagadnień; a także krytyka i objaśnienie rzekomych dowodów potwierdzających istnienie Wielkiej Lechii.

Sławomir Leśniewski, "Drapieżny ród Piastów". Recenzja.

W tej historii walka jest bezwzględna, a trup ściele się gęsto. Jak wyglądała władza w Polsce pod rządami Piastów?


Wszyscy jesteśmy dumni wypowiadając słowa "Roty" Marii Konopnickiej: "Królewski szczep piastowy". Znamy legendę o Piaście Kołodzieju, który dał początek pierwszej dziedzicznej dynastii panującej w Polsce. Czujemy dumę, patrząc na piastowskiego orła w koronie – godło naszej Ojczyzny.

Wiedzę o historii Polski pod rządami Piastów i o samych Piastach wiele osób czerpie jedynie ze szkolnych podręczników do historii. Gdy przywołujemy ich imiona, przed oczami stają nam ich podobizny namalowane przez Jana Matejkę. Widzimy mężczyzn dumnych, władczych, wyniosłych i silnych. Przypominamy sobie przydomki, jakimi ich określamy: Chrobry, Śmiały, Wielki. Upraszczając nieco rzeczywistość postrzegamy ich jako postaci bez skazy. Jednak czasy, w jakich przyszło im żyć wymuszały różne – nie zawsze "prawe" zachowania.

piątek, 2 listopada 2018

Kwadrofonik/Adam Strug, "Requiem Ludowe". Recenzja.

"Czemu tak rychło, Panie, bierzesz mnie ze świata
Czemu tak prędko znikły moje młode lata?
Kilka lat tylko żyłem, kilka dni na świecie -
nie użyłem rozkoszy w moim młodym lecie"
Wydane w 2015 r. "Requiem Ludowe" było sporym zaskoczeniem w środowisku folkowym. Adam Strug, osoba niezwykle zasłużona dla polskiego folkloru, kojarzony jest ze swego sceptycznego stanowiska wobec prób uwspółcześniania tradycyjnych pieśni. Kwadrofonik to dalece awangardowy kwartet fortepianowo-perkusyjny. Nie wiedzieć co sprawiło, że Strug dał się nakłonić do wzięcia udziału w tym projekcie, jednakże owa współpraca przyczyniła się do powstania dzieła fenomenalnego. 


"Requiem Ludowe" bazuje na XIX-wiecznym "Śpiewniku pelplińskim". Zaczerpnięte z niego tradycyjne pieśni żałobne wraz z utworami instrumentalnymi tworzą swoistą opowieść o losach ludzkiej duszy po śmierci. Album rozpoczyna się od pociętej na "Preludium", "Interludium" i "Postludium" pieśni "Żegnam Cię świecie mój wesoły". Podzielenie jej na części okazuje się zabiegiem uzasadnionym, nie tylko ze względu na dużą ilość zwrotek, ale również ze względów narracyjnych. Poszczególne segmenty pieśni przeplatają album dzieląc go na etapy.

poniedziałek, 29 października 2018

Grodzisko w Złotym Potoku (woj. śląskie)

Złoty Potok, grodzisko wczesnośredniowieczne, zachodnia część obiektu,
wapienne ostańce skalne, widok z zachodu, stan na 2014 r.,
(fot. Michał Bugaj; na licencji CC BY-NC-ND 3.0)
Wczesnośredniowieczne grodzisko w Złotym Potoku jest malowniczo położonym zabytkiem obecnie ulokowanym na terenie parku przyrodniczego. Stanowisko należy do nielicznych grodzisk odkrytych na obszarze powiatu częstochowskiego i jest jednym z nielicznych grodzisk typu skalno-wyżynnego zarejestrowanych na terenie naszego kraju. Zabytek jest relatywnie dobrze zachowany, a autentyczne relikty rozbudowanego systemu umocnień drewniano-ziemnych do dziś mają czytelną formę terenową. Grodzisko jest bezcennym źródłem do poznania najstarszych dziejów naszego kraju oraz wczesnośredniowiecznej słowiańskiej architektury obronnej.

sobota, 6 października 2018

Tomisław I - ojciec średniowiecznej Chorwacji

Wczesne średniowiecze w historii Bałkanów to okres wielkich przeobrażeń, rywalizacji silnych państw oraz wybitnych postaci, które położyły fundamenty pod współczesne państwa tego regionu. Jedną z nich był Tomisław I, "rex Chroatorum" i twórca państwa nad Adriatykiem.

"Koronacja Tomisława I" - obraz Otona Ivekovića (1869-1939),
jednego z głównych przedstawicieli chorwackiego malarstwa historycznego (domena publiczna).
W VII wieku na terenie południowej Panonii osiedlili się słowiańscy Chorwaci, nadając w ten sposób nazwę całej krainie: Slawonii. Nie stanowili oni jednak grupy dominującej - mieszkający nad rzeką Sawa podlegali najpierw władzy Awarów, a po ich rozgromieniu przez Karola Wielkiego na początku IX wieku zostali uzależnieni od państwa frankońskiego. Książę Ludevit Porawski (810-823) wywołał powstanie przeciwko Frankom i choć po jego upadku ich zwierzchność została przywrócona, najazd Madziarów (Węgrów) na przełomie IX i X wieku zburzył tę organizację polityczną.

niedziela, 30 września 2018

Rod, "Tu i wtedy". Recenzja.

"Chyba się zgubiłem znów
Nie wiadomo skąd iść..."
Wejherowska kapela Rod jest swoistym ewenementem w muzyce folkowej i elektronicznej. Prób łączenia tych dwóch składowych było już niemało i nierzadko były one całkiem udane. Częściej jednak mieliśmy do czynienia z muzyką folkową ozdobioną elektronicznymi dźwiękami, czy też "zremiksowaną", niż muzyką elektroniczną ozdobioną folkowymi motywami. Wydana przez kwartet Rod w 2013 EP'ka "Tu i wtedy" była sporym powiewem świeżości. "Tu i wtedy" to przede wszystkim muzyka elektroniczna w klimatach bliskich gatunkom drum’n’bass i dupstep, okraszona dźwiękami folkowych instrumentów - piszczałek, czy dud.


Zaskakujący punktem tej produkcji jest wokal, czy też raczej rap Michała Mokrzyckiego. Jego przyjemny głos w połączeniu z niesztampowymi tekstami idealnie wpasowują się w obraną koncepcję. W całości przebijają się tęsknoty współczesnego, miejskiego człowieka za tym co pierwotne. Jest swoiste poszukiwanie własnych korzeni, poszukiwanie tożsamości, co też najlepiej widać w utworze "GPS".

sobota, 29 września 2018

Grodzisko Wiślica, świętokrzyskie

Grodzisko Wiślica (zdjęcie: Archiwum NID 2015; na licencji CC BY-NC-ND 3.0)
We wczesnym średniowieczu (X - XIII wieku) Wiślica była jednym z ważniejszych ośrodków administracyjnych w Małopolsce. Znajdowały się tu dwa grody, z których każdy mógł pełnić taką funkcję, choć być może opisywane grodzisko miało charakter militarny i było miejscem stacjonowania załogi wojskowej. Najstarszy wał z zewnętrzną ścianą w postaci tzw. suchego muru (zbudowaną z łupków gipsowych łączonych gliną), jest jedyną tego typu konstrukcją w Małopolsce. W Polsce znamy zaledwie kilka przykładów zastosowania tej techniki, wszystkie z Dolnego Śląska. Był to natomiast powszechny sposób budowy wałów w Czechach, Morawach i na Słowacji.

niedziela, 23 września 2018

"Powieść minionych lat. Najstarsza kronika kijowska" – recenzja i ocena

"Powieść minionych lat" to dzieło fundamentalne dla kultury europejskiej, a jednak w Polsce znane jest zaskakująco słabo. Należy się więc tym bardziej cieszyć, że jego popularne wydanie ukazało się jesienią 2014 roku nakładem wydawnictwa Templum.


O kronice Galla Anonima wiedzą w Polsce wszyscy, a przynajmniej wszyscy ci, którzy uważali na historii. Kronika ta, spisana przez tajemniczego mnicha obecnego na dworze Bolesława Krzywoustego, opisywała nie tylko znakomitość tego władcy, ale również losy jego poprzedników. To dzięki Gallowi wiemy więcej o początkach państwa polskiego, wyłaniającego się z mroków wczesnego średniowiecza w połowie X wieku. Jeżeli dla początków państwa polskiego, rządzonego przez dynastię Piastów, kronika frankijskiego podobno mnicha jest jednym z kamieni węgielnych tradycji historycznej, to "Powieść minionych lat" spełnia analogiczną rolę dla wschodniego sąsiada państwa Polan – dla Rusi Kijowskiej.

sobota, 22 września 2018

Ruiny zamku w Jelczu, dolnośląskie

Ruiny zamku wodnego w Jelczu-Jaskowicach (zdjęcie: ZeroJeden; na licencji CC BY-SA 3.0)
Zamek w Jelczu, wzniesiony na wyspie otoczonej starorzeczem Odry przekształconym w fosę, był pierwotnie XIII-wiecznym wczesnogotyckim, obronnym dworem książęcym, rozbudowanym w XIV wieku w czteroskrzydłową budowlę z prostokątnym, wewnętrznym dziedzińcem.

niedziela, 16 września 2018

Helroth, "I, Pagan". Recenzja.

"Oj dawno daleko, za starym wielkim borem
Mieszkały mamuny bad bystrym potokiem
Oj tańce, hulańce, swawole wyprawiały
Niesamowite rzeczy tam się działy"
Powiedzieć, że sytuacja na polskiej scenie folk metal'owej jest nienajlepsza byłoby niedopowiedzeniem. Jest tragiczna. Większość kapel tworzy swoje utwory na jedno kopyto. Nierzadko inspirują się przy tym celtyckim folk metal'em, czy nawet viking metal'em. Gdy już któryś zespół zdecyduje się sięgnąć po rodzimy folklor zazwyczaj kończy się słabymi aranżami, bądź niesamowicie powierzchownym potraktowaniem tematu. Na tym tle wyjątkowo dobrze wypadają Thy Worshiper i Percival Schuttenbach, niemniej dwa zespoły na tak wdzięczny gatunek to trochę mało (swoją drogą Schuttenbach zalicza ostatnio tendencję spadkową). Jednak w 2016 roku warszawski zespół Helroth wydał album "I, Pagan", którym udowodnił, że nie wszystko stracone dla polskiego folk metal'u.


Choć dzięki wydanej w 2013 roku EP'ce "Wataha" znany był styl tej młodej kapeli, to jednak muzyka zaprezentowana na "I, Pagan" jest tego stylu rozwinięciem. Obecne są tu inspiracje zarówno słowiańskimi, jak i skandynawskimi wierzeniami i kulturą. Nastrój pełen kontrastów budowany jest za pomocą instrumentarium mniej więcej typowygo dla folk metal'owych kapel. Mamy tu do czynienia z dźwiękami przesterowanych gitar, perkusji, gitary basowej, fletu, skrzypiec i aż dwóch wokali. Główny wokalista, Orthank, świetnie radzi sobie zarówno z melodyjnym śpiewem, jak i z growl'em, czy scream'em. Wyjątkowo jasnym punktem całego albumu jest wokal charyzmatycznej i niezwykle seksownej Marty Gantner.

sobota, 15 września 2018

Kruk - posłaniec z tamtego świata

"Czarne skrzydła, czarne słowa" – w ten sposób o krukach zwykli mówić bohaterowie "Pieśni Lodu i Ognia", mieszkańcy fantastycznego uniwersum Westeros. Fraza ta ma związek z wierzeniem powszechnym wśród wielu ludów, które kruka zwykły traktować jako zwiastun nieszczęścia: śmierci, choroby i wszelkiego plugastwa. Jest to jednak skojarzenie wtórne, gdyż pierwotnie ptaki te ceniono za niebywałą inteligencję, skutkiem czego w wielu kulturach pełniły one rolę posłańców przybywających z nadprzyrodzonego świata. Kruk krukowi oka nie wykole – w mądrości ludu zachowało się przekonanie o niezwykłym rozumie tych istot, które były w stanie dobrze ze sobą kooperować.

Zdjęcie: Acid Plx; na licencji CC BY 2.0.
Nazwa kruk wywodzi się rzecz jasna od krakania, dawniej nazywanego również krukaniem. Kruki nie należą do ptaków w Polsce popularnych. W okresie międzywojennym zostały prawie wytępione. Dopiero ochrona tego gatunku sprawiła, że od 1948 roku populacja kruków zaczęła wzrastać. Niewielka liczebność tego gatunku sprawiła jednak, że wyobrażenia o tych ptakach nie zachowały się dobrze w kulturze ludowej, choć bez wątpienia wśród dawnych ludów kruk powszechnie kojarzony był ze światem boskim.

niedziela, 9 września 2018

Zamek w Ojcowie, małopolskie

Wieża bramna zamku w Ojcowie (zdjęcie: Jakub Hałun; na licencji GFDL)
Pierwsze osadnictwo na terenie ruin ojcowskiego zamku datowane jest na wczesną epokę żelaza. Znajdująca się w tym miejscu osada kultury łużyckiej została prawdopodobnie zniszczona przez najazd Scytów.

Sam zamek w Ojcowie ufundowany został przez Kazimierza Wielkiego w okresie 1354 - 1370 w ramach systemu Orlich Gniazd. Legenda głosi, że oryginalna nazwa zamku, "Ociec", została nadana przez samego króla na pamiątkę walk o krakowski tron jego ojca, Władysława I Łokietka, który w okolicznych jaskiniach miał szukać schronienia.

sobota, 8 września 2018

Beskid Niski - kapryśne Tao wschodnich Słowian

"Zanim nastały Niebo i Ziemia, powstało coś, czego nie sposób określić. Coś, co jednoczy wewnętrzne i zewnętrzne światy. Niezależne zarówno od czasu, jak i przestrzeni, pozostaje niezmienne i bezkształtne, odseparowane od reszty istnienia i nie pożądające zmian, lecz docierające wszędzie. Przypływa i odpływa, rozprzestrzeniając się po nieskończoności."
Siedzę na Wysokim. Wysokie w gruncie rzeczy jest dość niskie, jak całe okalające je góry. Sięga niewiele ponad 650 m nad poziom morza. Ma jednak coś, co wyróżnia je z tła podobnie niewysokich szczytów, podobnie jak ono niewysokiego, Beskidu Niskiego - nagi wierzchołek, z którego widać cały ten świat. Wydaje się być osią, nieruchomym centrum. 

Masyw Żydowskiej Góry spod szczytu Wysokiego
Siedzę więc na Wysokim a przed moją twarzą zawisa w powietrzu mała muszka udająca osę. Bzyg prążkowany. Znacie go. Jest akrobatą, malutkim dronem, kiedy wyciągniesz do niego palec, czasem na nim usiądzie a czasem podąża za jego ruchami jakby przeskoczyła między wami niewidoczna nić. Lubi bujać się na końcówkach traw. Jego wielkie oczy patrzą na mnie. Być może jest zaskoczony, być może zaciekawiony, być może czegoś się obawia i usiłuje coś pojąć. Czuję się podobnie. Siedzę twardo na łące, ale unoszę się zarazem nieruchomo. Patrzę oszołomiony wokół. Na wprost, za kolejnymi ramionami wzgórz i kolejnym zakrętem niknie wilgotna, pachnąca zaroślami i lasem, dolina potoku Krempna; po lewej nad rozległym spłaszczeniem wyłaniają się, jakby wystawiały czubki głów, kolejne plany niezliczonych gór; linie ich grzbietów są delikatne i spokojne (chociaż podobno czasami widać stąd nerwowy zygzak odległych Tatr); za moimi plecami ścieżka przecina trawiastą połać i biegnie do dzikiego lasu, gdzie najpierw szaleją w dziwacznych pozach poskręcane brzozy i sosny, zarastające dawne pastwiska, a potem zalega majestatyczna cisza i rozlewa się półmrok karpackiej buczyny; po prawej, pokryte pianą liściastej puszczy spływają w dolinę wzniesienia masywu Żydowskiej Góry, przechodząc poniżej w wykoszone łąki, opadające do - niewidocznych stąd - drogi i strumyka.

niedziela, 2 września 2018

O romansie hip-hop'u ze słowiańskim folkiem (+18)

Jeszcze kilka lat temu na wieść o muzyce folkowej będącej podstawą pod rapowane zwrotki wiele osób zareagowałoby niedowierzaniem. Jednak w 2012 roku pojawił się Donatan z płytą "Równonoc. Słowiańska dusza", która odbiła się szerokim echem zarówno w świecie muzycznym, jak i w słowianofilskim środowisku.

Donatan (fot. materiały prasowe)
O nowych tego typu projektach słyszy się rzadko i są to z reguły pojedyncze utwory. Zaciekawić może fakt, że Donatan wcale nie był pierwszym, który połączył hip-hop ze słowiańskim folkiem. Poniżej przytaczamy listę projektów, które dopuściły się mariażu słowiańskich dźwięków etno i rapu (kolejność... prawie przypadkowa).

sobota, 1 września 2018

Artur Szrejter, "Pod pogańskim sztandarem. Dzieje tysiąca wojen Słowian połabskich od VII do XII wieku". Recenzja.

Chyba każdy słyszał o druzgocącym, niemal legendarnym zwycięstwie księcia Mieszka pod Cedynią czy wojnach Chrobrego z Niemcami. Czy ktoś, oprócz specjalistów, pamięta jednak o tym, że poza Niemcami i Duńczykami istniał jeszcze jeden znaczący sąsiad Polski na zachodzie?


"Pod pogańskim sztandarem" to opowieść o ludach i plemionach, o których niewielu słyszało, a już zupełnie nieliczni zajmują się tym zagadnieniem. Jest to próba systematyzacji i przystępnego przybliżenia czytelnikowi dziejów plemion zachodniosłowiańskich, które zamieszkiwały ziemie na zachód od Polski. Wspólnoty te zajmują niezwykle odległe miejsce w naszej zbiorowej pamięci, a na mapach są oznaczane jako "Wieleci" i uważa się je za niewarte wzmianki w podręczniku szkolnym.

czwartek, 30 sierpnia 2018

Grodzisko w Stradowie, świętokrzyskie

 Grodzisko w Stradowie (zdjęcie: Shoovareck; na licencji CC BY 3.0)
Grodzisko w Stradowie (gmina Czarnocin, woj. świętokrzyskie) datowane na okres VIII-X w. było prawdopodobnie największym grodziskiem znajdującym się na terenie współczesnej Polski. Umiejscowione jest ono na wzgórzu (350 m n.p.m) oddalonym od wsi Stradów o około 750 metrów. Obszar zajmowany przez gród wynosi 25 hektarów. Szacuje się, że wraz z podgrodziami i przygrodowymi osadami mógł zajmować przestrzeń nawet 45 hektarów. Wysokość wałów sięga do 18 metrów. W sprzyjających warunkach pogodowych można dostrzec z nich szczyty Beskidów.

Sneguole (feat. Vuraj), "Plyvie čoven". Recenzja.

"Plyvie čoven" autorstwa Sneguole okazał się być dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Sneguole (lit. przebiśnieg) jest solowym projektem Anastasii Popovej, skrzypaczki białoruskiego zespołu Vuraj. Już wcześniej znany mi był charakterystyczny styl jej macierzystej formacji, mogłem więc spodziewać się tego co usłyszę na "Plyvie čoven". Jak się okazało, nic bardziej mylnego.


Na całym materiale słychać co prawda mocne wpływy kapeli Vuraj, co nie powinno dziwić, zważywszy na to, że członkowie tego zespołu brali udział w nagraniach debiutu Sneguole. Mimo to wyraźnie czuć, że jest to całkowicie samodzielny twór. Wizja Anastasii jest bardzo wyraźna i niezachwiana. Czterema utworami udało jej się pokazać, że w muzyce folkowej jest jeszcze wiele nowego do opowiedzenia.

niedziela, 19 sierpnia 2018

Yurodivi, "Demo". Recenzja.

"Dziewczyno głupia, młoda Jagno
Pewnie cię wiedzie błędnik w bagno!"

Szczerze przyznam, że przy pierwszym słuchaniu "Dema" kapeli Yurodivi byłem trochę zdezorientowany. Muzyka zaprezentowana na tym albumie jest niezwykle kontrastowa. Z jednej strony dostajemy folkowe brzmienie mandoliny i cytry wspomagane ciepłymi wokalami Burej i Iakvba, z drugiej strony słyszymy typowo rock'ową sekcję rytmiczną wygrywaną na basie i pełnowartościowej perkusji. Mało tego, dostajemy to wszystko w jednym czasie.

środa, 15 sierpnia 2018

Elżbieta Batory, pani na Čachticach

W miejscowości Čachtice w Zachodniej Słowacji znajdują się ruiny zamku, z którym wiąże się niecodzienna historia.

Zamek został wybudowany w XIII wieku. Prowadzą do niego cztery szlaki turystyczne. Najkrótsza trasa zajmuje około 20 minut. Na terenie zamku znajduje się pomieszczenie z wystawą poświęconą historii samej twierdzy oraz znamienitych rodów, jakie gospodarowały na zamku. Rezydowali tu m.in. Franciszek Nádasdy, Ścibor ze Ściborzyc, Mateusz Czaka, Franciszek Rakoczy, ale najbardziej znaną postacią związaną z czachticką twierdzą była Elżbieta Batory (węg. Erzsébet Báthory).

Elżbieta Batory, portret z XVII w. (domena publiczna)
Elżbieta Batory urodziła się w mieście Nyírbátor (obecnie wschodnie Węgry) i była siostrzenicą polskiego króla, Stefana Batorego. Zamek w Czachticach Elżbieta otrzymała w prezencie ślubnym. Była piękną, inteligentną i wykształconą kobietą. Władała trzema językami: węgierskim, niemieckim i łaciną. Podobno od dziecka miewała napady furii.

Matki Bożej Zielnej, Korzennej, Dożynkowej

Adam Setkowicz, "Matka Boska Zielna" 1930 (domena publiczna)
Na dzień 15 sierpnia przypada ludowe święto Matki Bożej Zielnej związane z kultem Matki Ziemi. W Czechach zwane jest ono świętem Matki Bożej Korzennej, a w Niemczech Żytniej i Kwietnej. Dawniej na terenach polskich nazywano je również Matki Bożej Dożynkowej, w związku z zakończeniem zbiorów w tym czasie.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Góra Zborów (woj. śląskie)

Góra Zborów (fot. Szymon "Bronimir" Gilis, wszelkie prawa zastrzeżone)
Góra Zborów (467 m.n.p.m.1) znajdująca się na Wyżynie Częstochowskiej (dokładniej we wsi Podlesice w gminie Kroczyce, w powiecie zawierciańskim, w województwie śląskim) jest niezwykle malowniczym miejscem. W 1957 r utworzono rezerwat przyrody nieożywionej Góra Zborów o powierzchni 45 ha, w ramach którego leżą dwa wzgórza: Góra Zborów i Kołaczyk. Rezerwat leży na terenie Specjalnego Obszaru Ochrony Siedlisk Natura 2000, Ostoja Kroczycka oraz na terenie Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd2.

sobota, 14 lipca 2018

Rasputin: przewodnik duchowy, prorok, bestia

Skandale, niezwykła pozycja na dworze carskim oraz enigmatyczna śmierć spowodowały, że imię Rasputina zyskało nieśmiertelność. Kim tak naprawdę był człowiek, który "nie potrafił umrzeć"? I czy rzeczywiście przyczynił się on do upadku dynastii Romanowów?

Grigorij Rasputin w 1916 roku (domena publiczna)
Sława Grigorija Jefimowicza Rasputina nie wynikała ani z urodzenia, ani z intelektu, a tym bardziej nie z wykształcenia. Był zwykłym syberyjskim chłopem, który miał po prostu szczęście posiadać wielki dar i żyć w specyficznych czasach, w których dominowała głęboka wiara w spirytualizm i mistycyzm.

Syberyjski chłop na carskim dworze
Wpływowi nowych nurtów uległa również carowa Aleksandra Fiodorowna, żona Mikołaja II. Po urodzeniu czwartej córki w jej psychice zaszły dziwne zmiany. Pragnęła z całego serca urodzić syna – przyszłego dziedzica tronu. Myśl ta stała się jej obsesją. Uważała, że tylko za pośrednictwem pomazańca bożego będzie w stanie kontaktować się z Bogiem, który wysłucha jej modlitw. W 1904 roku na świat przyszedł wyczekiwany syn. Szczęście nie trwało długo, gdyż okazało się, że Aleksiej cierpi na nieuleczalną chorobę krwi – hemofilię. Cesarzowa po raz kolejny zwróciła się ku Bogu, oczekując cudu. I właśnie w tym czasie pojawia się on, jeden z wędrujących starców: Rasputin. Przybysz deklarował, że potrafi leczyć straszną przypadłość carewicza.

W roku 1906 udowodnił, że jego słowa nie były próżnymi przechwałkami. Potrafił gestami i słowami modlitwy tamować krwotoki i uśmierzać ból chłopca. Nie ulegało wątpliwości, że obecność Rasputina wywierała dobroczynny wpływ na zdrowie Aleksieja. Cesarzowa czuła spokój tylko wtedy, kiedy miała pewność, że Rasputin jest w pobliżu. To właśnie Grigorij Jefimowicz stał się dla niej wybłaganym od Boga posłańcem, który czuwał nad życiem jej syna.

czwartek, 5 lipca 2018

Groß Raden a Radogoszcz

Zdjęcie: Leszy Darko; wszelkie prawa zastrzeżone.
W trakcie wykopalisk w Groß Raden (Maklemburgia) na półwyspie jeziora Binnensee, prowadzonych w latach 1973-1980 przez profesora Ewalda Schuldta, odkryto pozostałości słowiańskiego grodu z IX-X w.n.e. Istnieją przypuszczenia, że jest to słynna, lecz tajemnicza Radogoszcz (Retra) zamieszkiwana przez plemię Warnów.

wtorek, 3 lipca 2018

Wywiad z żercą: Tomasz Poświst Rogaliński

O rodzimowierstwie słowiańskim słyszał na pewno każdy pasjonat słowiańskiej kultury. Niemniej jednak wiedza na temat tego czym jest rodzimowierstwo, jak ono działa, w jaki sposób sprawuje się kult słowiańskich bogów, na czym ten kult się opiera i kim są ludzie kryjący się pod zagadkowym pojęciem "żercy" pozostaje dla wielu niewiadomą. Postanowiliśmy przybliżyć ten temat naszym czytelnikom zapraszając do rozmowy Tomasza Pośwista Rogalińskiego, żercę świętokrzyskiej gromady Gontyna.

Tomasz Poświst Rogaliński na obchodach Święta Stado w Owidzu, 2017
(zdjęcie: Sylwia Dziadoń, RW Gniazdo Koszalin)
Czym dla Ciebie jest rodzima wiara?

Rodzima wiara to dla mnie wyznanie, co oczywiste, skoro jestem rodzimowiercą. Jest jednak czymś więcej. Jest osią różnorodnych zainteresowań i sposobu życia. Kolejno:

czwartek, 28 czerwca 2018

Pustelnicy z Šumavy


Niedawno ukazała się książka czeskiego publicysty Aleša Palána, "Raději zešílet v divočině", traktująca o niezwykłych ludziach, jakimi są pustelnicy. Autor udał się na Szumawę, zalesiony region na południu Czech, by tam odnaleźć oryginały, które świadomie odrzucają zdobycze cywilizacji i towarzystwo ludzi. Autor wyruszył w podróż do równoległego świata, by porozmawiać z osobami, które fascynują lub odrażają, ale na pewno sprawiają, że człowiek zadaje sobie pytanie: jaka droga jest słuszna?

wtorek, 26 czerwca 2018

Kronika Prokosza: przebiegłe fałszerstwo i dziecko swoich czasów

W XIX wieku istniał zwrot „skrzynia Dyamentowskiego”, oznaczający stek grubych fałszów i bezmyślnego kłamstwa. Kim był słynny fałszerz dokumentów Przybysław Dyamentowski i co miał wspólnego z Kroniką Prokosza, jednym z głównych „źródeł” potwierdzających rzekome istnienie Wielkiej Lechii?


XVII i XVIII wiek to czasy największego rozkwitu kultury sarmackiej, opierającej się na przekonaniu szlachty, że pochodzi od starożytnego ludu Sarmatów. Poszczególne rody arystokratyczne zaczęły coraz intensywniej interesować się swoim pochodzeniem, tworząc rozległe drzewa genealogiczne, mające udowodnić ich koneksje z wielkimi królewskimi rodami. Jako że ich wiedza na temat przodków sięgała z braku źródeł w najlepszym wypadku XIV wieku, często umieszczali w drzewach genealogicznych postaci całkowicie zmyślone. Tym sposobem Sobiescy za swoją pramatkę uznali Wizimirę Teodorę, córkę bezpotomnego księcia Leszka Czarnego, Tarnowscy rzekomą księżniczkę mazowiecką Gertrudę, a Radziwiłłowie wywodzili swój ród od weneckiego wodza Palemona. Nawet król Stanisław August Poniatowski szczycił się pochodzeniem z rodu Torellich, którego korzenie sięgały z kolei dynastii Ludolfingów.

Dowodem na fałszywość tych rodowodów są pojawiające się w nich nazwiska rzekomo średniowiecznych rodów, które wówczas jeszcze nie istniały, a przede wszystkim fakt, że kolejne drzewa genealogiczne wymienionych rodzin kompletnie różniły się między sobą. Kiedy szlachta potrzebowała dowodów na poparcie fikcyjnych korzeni, do akcji wkraczali fałszerze źródeł historycznych. Jednym z najsłynniejszych był Przybysław Dyamentowski, autor osławionej Kroniki Prokosza.

niedziela, 24 czerwca 2018

Dušan Jurkovič - znamienity architekt i pionier muzealnictwa skansenowego

Dušan Jurkovič (domena publiczna)
Dušan Jurkovič urodził się 23 sierpnia 1868 roku w miejscowości Turá Lúka pod Myjawą, na pograniczu Słowacji i Moraw. Za młodu uczęszczał do niższego gimnazjum w węgierskim mieście Sopron (czyt. Szopron). W Wiedniu studiował architekturę na tamtejszej Kunstgewerbeschule. Jego zainteresowanie sztuką ludową i prowadzone przez niego badania etnograficzne miały niebagatelny wpływ na twórczość zawodową tego architekta. W czasie odbywania praktyki w Martinie (Słowacja) podpatrzył u tamtejszych cieśli technikę wykorzystywania drewna w tworzeniu konstrukcji budowlanych.

Spod ręki Jurkoviča wyszły projekty budowli na Wystawę Krajoznawczą we Vsetínie na Morawach i projekt valašskiej chalupy na ogólnokrajową Wystawę Krajoznawczą w Pradze w 1895 r. Owe prace zapewniły mu nieoficjalny tytuł pioniera muzealnictwa skansenowego

piątek, 22 czerwca 2018

Thy Worshiper, "Ozimina". Recenzja.

Po udanym powrocie nietuzinkowego zespołu Thy Worshiper w 2013 roku, w postaci albumu "Czarna Dzika Czerwień", na którym zaprezentowano niecodzienne pomysły i rozwiązania w łączeniu black metalu i elementów muzyki etnicznej, oczekiwania wobec nowej płyty kapeli były ogromne. Nim jednak doszło do premiery kolejnego pełnowartościowego longplay'a ta kultowa formacja uraczyła nas EP'ką "Ozimina".


Choć materiał zaprezentowany na "Oziminie" jest kontynuacją drogi obranej na "Czarnej Dzikiej Czerwieni", to okazał się być kontynuacją cokolwiek odległą. Nadal spotkamy się tu z nieoczywistą hybrydą folku i black metalu, jednakże zespół postanowił eksplorować te składowe w jeszcze bardziej nieszablonowy sposób. Gitary pojawiają się tu rzadziej, co wcale nie jest zmianą na minus. Bardziej minimalistyczne podejście do używania dźwięków "wioseł", w zestawieniu z nowymi pomysłami, owocuje mroczniejszym (lecz nie zbyt mrocznym) i niepokojącym klimatem. Sekcja rytmiczna została tu niezwykle rozbudowana, tak, że można się nieustannie nią zachwycać. Subtelne użycie Didgeridoo w tle sprawdza się jako doskonałe uzupełnienie pozostałych instrumentów. Żeńskie wokalizy nadal pełnią rolę podobną do tej na "Czarnej Dzikiej Czerwieni", z kolei męski growl i szepty ani przez moment nie stanowią zbędnego balastu, a pojawiają się tylko tam, gdzie faktycznie są potrzebne. Użyto też instrumentów w muzyce zespołu na co dzień nieobecnych: w utworze "Ożyny" pojawiła się lira korbowa, a w "Wietlicy", "Wśród cieni i mgieł" i "Oziminie" szkrzypce.

Blokowioska, "Radio Katowice EP". Recenzja.

Choć od wydania mini-albumu "Radio Katowice EP" śląskiego zespołu Blokowioska w 2014 r. pojawiło się sporo nowych projektów łączących w sobie muzykę folk, elektroniczne brzmienia i beatbox, to jednak w momencie wydania tego albumu była to pozycja nad wyraz świeża.


W repertuarze Blokowioski dominują pieśni polskie i bałkańskie śpiewane na kilka głosów, którym akompaniują cajon, beatbox, didgeridoo i akordeon, a bywa, że i inne instrumenty takie jak kalimba. Na "Radio Katowice EP" zespół skupił się na polskim materiale, który zaaranżowany został w nietypowy sposób. Czuć, że Blokowioska lubi improwizować, eksperymentować, bawić się konwencją. W ten sposób dostajemy cztery utwory, których słucha się bardzo przyjemnie. Ep'ka rozpoczyna się pieśnią "Za mąż nie wyjdę", w której usłyszeć możemy dźwięki kanjiry (południowoindyjski bęben ramowy) i drumli. Następnie przy dźwiękach akordeonu i cajonu słyszymy kolejną tekst dotyczący zamążpójścia - utwór "Bez kochania", w którego nagraniu miał swój udział Paweł Dyjan (cymbały, lira korbowa) znany z folk metalowej kapeli Othalan. W piosence "Mamałaje" pojawia się beatbox, który zgrabnie zgrywa się z akordeonem. Całość kończy się niezwykle klimatyczną "Kołysanką" zaśpiewaną do dźwięków kalimby. Na ogół nie jestem przekonany do wplatania w rodzimą muzykę folkową instrumentów spoza właściwego tej muzyce kręgu kulturowego, jednakże Blokowioska zgrabnie sobie radzi z takim wplataniem.

czwartek, 7 czerwca 2018

Niech to Perun trzaśnie! Słowiańskie bóstwa we frazeologii…

Frazeologia to dział językoznawstwa zajmujący się badaniem utrwalonych i nierozerwalnych połączeń wyrazowych, wyrażeń bądź zwrotów, które często znaczą o wiele więcej niż ich dosłowny sens. By je zrozumieć, trzeba dobrze orientować się w konkretnym kodzie kulturowym, a już na pewno jego znajomość jest wymagana przy próbie ustalenia, skąd dane połączenie mogło wziąć się w mowie, jaki jest jego pierwotny sens. Kto ze słowiańskiego panteonu zdołał przetrwać we frazeologii języków słowiańskich? Czyje imię, mimo upływu przeszło tysiąclecia, jest wciąż nieświadomie przywoływane przez człowieka? Pierwszym, najbardziej oczywistym typem jest Perun, choć nie tylko on zdołał pozostawić po sobie ślad we frazeologii. 

Jerzy Hulewicz, "Święty Jerzy, pogromca smoków", 1917 (1927?), olej na płótnie
(na licencji CC BY-SA 4.0)
Bogów często zwykło wspominać w kontekście przekleństw – form wykrzyknikowych będących w istocie wyrażeniem niezadowolenia i życzeniem komuś lub czemuś niepowodzenia bądź rychłego końca. Pogańska ludność swym bóstwom oddawała bezwzględną część, jednak czasem też zanoszono do nich konkretne prośby, np. o urodzaj. W przypływie gniewu człowiekowi zdarzało się jednak przywołać boga w niecnym celu. Pozostałością tego typu aktu językowego w polszczyźnie jest fraza niech to/go piorun trzaśnie.

Etymologicznie rzecz biorąc, Perun to ‘ten, który uderza’ – upersonifikowana przyczyna grzmotu. Wiesław Boryś w swych rozważaniach na temat wyrazu piorun przypuszczał, że wyraz ten jeszcze w XIV w. mógł być nazwą własną dawnego bóstwa i dopiero w XV w. został zdegradowany do klasy profanum, stając się po prostu synonimem dla gromu. Dawny Piorun stał się piorunem, jak pisze Aleksandr Gieysztor, dawna nazwa teologiczna uległa laicyzacji i dała początek terminowi na oznaczenie zjawiska atmosferycznego. Należy zauważyć, że w języku ukraińskim leksem Perun funkcjonuje jako nazwa własna ‘boga deszczu, błyskawicy i gromu Słowian wschodnich’, jednak niektóre źródła poświadczają również jego dawne znaczenie – ‘grom’.

piątek, 25 maja 2018

Odprowadzanie Rusałek

Odprowadzenie rusałek to pradawny słowiański zwyczaj, zachowany do czasów dzisiejszych na Polesiu (pogranicze Ukrainy, Białorusi i Rosji), choć wzmianki etnograficzne dowodzą jego wcześniejszego istnienia również na innych terenach Ukrainy oraz poza nią.

Malczewski Jacek, "Załaskotany" (cykl "Rusałki", 1888, domena publiczna)
Według poglądów etnografów XIX i XX stulecia, rusałki to wodne istoty demoniczne, powstałe na skutek utopienia się młodych, niezamężnych dziewcząt, zaliczające się do kategorii tzw. "dusz założnych", czyli takich, którym nie dane było przejść na tę drugą stronę, do świata zmarłych. Spotkać można było rusałki nad wodami, czasami też w lesie lub polu. Miały wygląd młodych dziewcząt, nagich, z długimi, zielonymi włosami i czasem rybim ogonem. Ich charakter miał być mściwy i bardzo niebezpieczny dla ludzi.

Jednak wierzenia z Polesia nieco odbiegają od powyższych, romantycznych wyobrażeń zielonowłosych dziewcząt, a analizy etnologiczne dowodzą, iż to właśnie poleskie wierzenia dotyczące postaci rusałek są prawdopodobnie najbardziej archaiczne.

wtorek, 1 maja 2018

O zwyczajach majowych w XIX-wiecznej Polsce

Михаил Боскин (1875-1930; domena publiczna)
Na Rzeszowskim Podgórzu w okresie Zielonych Świątek celebrowano "przepoławianie się zimy". Określenie "zima się przepoławia" było kojarzone z określeniami "kiedy bagno zakwitnie" i rozpoczęciem siania prosa. Jest to druga połowa maja. Palono wtedy na wzgórzach wielkie ogniska zwane "pobudkami". Robiono to w celu, aby proso się nie śnięciło. Chłopcy biegali dookoła pól z pochodniami i krzyczeli: 
"Uciekaj kąkoli, bo cię będę smolił.
A ja świecę i odpędzam pomietlicę.
Uciekaj śmieciu, bo cię będę świecił!
Świeć się, świeć!... uciekaj śnieć
1.
Zaklinano w ten sposób rośliny zachwaszczające zboże, aby ich w danym roku nie było. 

W tym też okresie pasterze wypędzający bydło na pastwiska otrzymywali od gospodarzy zwyczajowy prezent, jajka. Wieczorem zbierano się, palono ognisko i wspólnie smażono jajecznicę. A później odbywały się tańce dookoła ogniska.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Jiří Wehle - niezwykła osobowość muzyczna

Zdjęcie: materiały promocyjne
Jiří Wehle to człowiek, obok którego nie da się przejść obojętnie. Tego muzyka grającego na starych, często zapomnianych już, instrumentach (lira korbowa, średniowieczne dudy, piszczały, rogi, harfa) można przy odrobinie szczęścia spotkać na Starym Mieście w Pradze.

piątek, 6 kwietnia 2018

roberto DELIRA & Kompany, "Zabobon". Recenzja.

"Świat zabobonu nas otacza
I choć nie wierzysz przecież wiesz
Że gdzieś za miedzą bies się czai
A w ciemnej chacie Zmora jest"
Był taki czas w twórczości Żywiołaka, kiedy to wspomniana formacja pracując nad albumem "Globalna wioska" oddaliła się od swoich korzeni. W muzyce zespołu zaczęło brakować pewnej dozy mroku i psychodeli. Lider Żywiołaka, Robert Jaworski, chcąc kontynuować w swojej twórczości obrany styl powołał do życia projekt roberto DELIRA & Kompany. Ów "skok w bok" zaowocował wydanym w 2010 r. mini albumem "Zabobon".


"Zabobon" zaskakuje już od samego otwarcia. Trzeba przyznać, że wykorzystanie śpiewu gardłowego w piosence "Jarowit Jaryło" jest zabiegiem dosyć ekstrawaganckim. Dzięki niemu utwór zyskuje na głębi, staje się ciężki, mroczny, transowy. Brzmieniem przypomina dokonania rosyjskiej kapeli Очелье Сороки (Ochelie Soroki). Przyczepić by się można do tekstu autorstwa poety Grzegorza Żaka: Jarowit Jaryło jest bogiem typowo wiosennym, tak więc zwrot "Tyś pan wszelkich pór" nie powinien odnosić się do niego.

poniedziałek, 26 marca 2018

Rękawka w Krakowie - lokalna odmiana Dziadów wiosennych

Obchody święta Rękawki, "Tygodnika Ilustrowany" 7/19 maja 1860
(domena publiczna)
Krakowska Rękawka jest jednym z ciekawszych, lecz niekoniecznie szerzej znanych pogańskich zwyczajów, które przetrwały do czasów współczesnych. Związana jest niezmiennie z Kopcem Kraka. Najstarszą wzmiankę o Rękawce odnajdujemy w "Księgach Hetmańskich" (XVI w.) autorstwa Stanisława Sarneckiego:
"Szczepili lucos z drzew osobliwych, gaiki i pieniądze szczero-srebrne, które zowią świętego Jana pieniędzmi rozsiewali (…) i igrzyska rozmaite sprawowali."
Za powiązaniem Rękawki z Dziadami wiosennymi przemawia źródłosłów nazwy święta. W języku serbskim рака (raka) oznacza grób; czeskie rakev i słowackie raka znaczy tyle co trumna; chorwackie rakva - grób; ukraińskie рака (raka) - "grobowiec z relikwiami świętego"; bułgarskie рака (raka) - "szkatuła z relikwiami"; rosyjskie рака (raka) - arka/trumna na relikwie; słoweńskie raka - mary, grób; starosłowiańskie raka - grób. Tym samym Kopiec Kraka swoją nazwą nie musi wskazywać osoby pod nim pochowanej, a oznaczać tyle co właśnie mogiłę, grób, tym bardziej, że dawna nazwa kopca brzmiała właśnie Rękawka.

sobota, 24 marca 2018

Wielka mała Słowiańszczyzna

Słowiański internet jest podzielony. Wszystko za sprawą coraz bardziej rozpowszechniających się informacji o rzekomo niebywałym stopniu rozwoju cywilizacyjnego dawnych Słowian, którzy jawią się czasem jako najbieglejsi we wszystkich dziedzinach nadludzie, od których inne ludy mogły co najwyżej zapożyczać wiedzę, nie dając im nigdy nic od siebie. Jedni gorąco przyjęli większość tych hipotez – zapewne za sprawą zmęczenia panującym w polskim piśmiennictwie interpretatio christiana, objawiającym się chociażby w rozpowszechnionym przekonaniu, że przed chrztem Polski nic godnego uwagi na naszych ziemiach się nie działo. Inni jednak ostrożniej podeszli do tych tez – wszakże szczątkowość materiału źródłowego nie pozwala na to, by móc wysuwać tak daleko idące wnioski. Ich trzeźwość umysłu została odebrana jako mentalne poddaństwo, przez co grono miłośników kultury słowiańskiej mimowolnie rozłamało się na dwa fronty, próbujące się pacyfikować przy okazji wszelkiego rodzaju internetowych sporów.

Wsiewołod Iwanow, "Prawdziwa historia starożytnej Rusi (wedyjskiej). Dzień ku czci nieba."
Nie ukrywam, że sam do wszystkich rewelacji na temat wysokiego rozwoju dawnych Słowian podchodzę z dystansem. W sieci coraz chętniej zaczęli się szarogęsić naukowcy amatorzy, specjalizujący się szczególnie w historii, etymologii i archeologii genetycznej. Interpretatio christina zostało zastąpione przez tzw. turbosłowianizm – interpretowanie wszelkich przesłanek naukowych w sposób, który pozwalałby ujrzeć Słowian jako lud górujący w jakiś sposób nad pozostałymi. Można traktować to zjawisko jako miłą odmianę od wcześniejszego skrzywienia. Nikt wszakże nie może zabronić nikomu tworzenia podwalin pod nową mitologię narodową. Sam wolę jednak wyrazić ubolewanie nad wyraźnym oddaleniem się od pożądanego obiektywizmu. Odnoszę wrażenie, że w tym wszystkim przestało chodzić o jakąkolwiek wiarygodność, czego najlepszym dowodem jest to, że największą popularnością cieszą się hipotezy, które Słowian przedstawiają w szczególnie jasnym (doniosłym) świetle.

czwartek, 22 marca 2018

Lelek, "Brzask Bogów". Recenzja.

Gdy usłyszałem o projekcie Lelek i zobaczyłem kto jest za niego odpowiedzialny, nastawiłem się bardzo pozytywnie do całej inicjatywy. Maciej Szajkowski z Kapeli ze wsi Warszawa i kilka innych legend polskiej muzyki folkowej i alternatywnej, zebranych w jednym projekcie, napawali nadzieją. Opublikowany nieco później "Hymn do Żywy" i nakręcony do niego teledysk podkręciły tylko oczekiwania. Jakże twarde było zderzenie z rzeczywistością, gdy doszło już do premiery "Brzasku bogów".


Nie zrozumcie mnie źle. "Brzask bogów" jest albumem dobrze wykonanym, przyjemnie brzmiącym i spełniającym swoje zadanie, jakim było zwrócenie oczu szerszej publiki na zagadnienie słowiańskiej mitologii i własnych korzeni. Jednak jest w tej muzyce tyle niuansów i elementów niepasujących, bądź merytorycznie niedokładnych, że nie jestem w stanie cieszyć się nią w pełni.

piątek, 2 marca 2018

Bohdan Baranowski, "O hultajach, wiedźmach i wszetecznicach. Szkice z obyczajów XVII i XVIII w.". Recenzja.


Jakiś czas temu wpadła mi w ręce książka Bohdana Baranowskiego "O hultajach, wiedźmach i wszetecznicach. Szkice z obyczajów XVII i XVIII w." (1963 r.). Autor bardzo starannie przedstawił nastroje panujące w danym okresie, skupiając się na biedocie i innych niż szlachta klasach społecznych. Zadziwiającym jak nędznie prezentują się czasy, których dotyczy przysłowie "popuszczaj pasa jak za króla Sasa". Baranowski w tym dziele dokładnie przytacza przykłady z akt sądowych i ksiąg miejskich, zajmuje się tematem ludzi luźnych, prostytutek, chłopstwa, a także przestawia kulisy procesów o czary.

środa, 28 lutego 2018

WoWaKin, "Kraj za miastem". Recenzja.

"Kto kochania nie zna a u Boga szczęśliwy
nockę ma spokojną a dzionek nie tęskliwy"
Mogłoby się zdawać, że muzyka tradycyjna zaginęła bezpowrotnie, że odnaleźć ją możemy tylko na archiwalnych nagraniach garstki etnografów, a nowi artyści są w stanie serwować jedynie zniekształcone echo dawnego grania w postaci muzyki folkowej. O istnieniu zespołów pieśni i tańca można swobodnie zapomnieć, bo to co zrobiły z muzyką polskiej wsi jest nieporozumieniem. A jednak zdarza się, że młodsze pokolenie muzyków podejmuje się kontynuacji sztuki dawnych mistrzów. Takim przypadkiem jest trio Woźniak/Wachowiak/Kinaszewska. Repertuar tej grupy pochodzi bezpośrednio od wiejskich muzykantów i śpiewaczek z regionów radomskiego, sannickiego i kaliskiego (między innymi od Piotra Gacy, Tadeusza Jedynaka i Piotra Sikory - być może są to nazwiska znane chociaż części naszych czytelników).


Niektórzy mogliby zarzucić nam, że nie powinniśmy oceniać tria WoWaKin w kategoriach muzyki tradycyjnej, lecz jak wyznaczyć granicę między muzyką tradycyjną a folkiem? Czy wystarczy użyć instrumentarium choć trochę niezgodnego z zapiskami etnografów, by uznać, że to już nie jest muzyka tradycyjna? A może trzeba wprowadzić pewne modyfikacje względem oryginalnych melodii? Nie sposób określić, a pamiętać trzeba, że wiejska muzyka zawsze opierała się na improwizacji. Istnieją relacje, wg których skrzypek był w stanie godzinami ogrywać jednego obera tak, aby ani razu nie powtórzyć się w używaniu ozdobników. Z kolei XXw. pokazał wyraźnie, że tradycyjni muzykanci nie bali się eksperymentować z wprowadzaniem nowych instrumentów - harmonii, trąbek, a nawet specyficznych perkusji zwanych dżazami. Trio WoWaKin zdaje się być zawieszone pomiędzy archaiczną grą dawnych mistrzów a folkowymi zapędami współczesnego miasta. Naprawdę ciężko jest wskazać czy mamy tu do czynienia jeszcze z muzyką tradycyjną, czy już może folkową. WoWaKin zaciera granice.

poniedziałek, 19 lutego 2018

O paleniu opon na Świętego Juna i o zapominaniu

Kilka lat temu, w pewien czerwcowy poranek, złapawszy podwózkę autostopem, zdarzyło mi się usłyszeć od kierowcy dość dziwną relację z jego rodzinnej wsi.
"A bo u nas na Świętego Jana to się opony pali. Dymi i śmierdzi niemożebnie, ale tradycja jest tradycja, ja się z tradycją kłócić nie będę"
Chociaż od dłuższego czasu fascynuję się rodzimą kulturą, to wówczas nie byłem w stanie znaleźć żadnego sensownego wyjaśnienia dla tej praktyki. Zapomniałbym o całej sprawie, gdyby nie znajomi, którzy po paru latach od opisywanej sytuacji podzielili się podobnymi opowieściami. Zdumiewa zasięg tego nietypowego zwyczaju - anonimowy kierowca pochodził z łowickiego, relacje znajomych odnosiły się do Pomorza i Lubelszczyzny. Teraz, bogatszy o nową wiedzę, jestem w stanie powiedzieć, że jest to echo corocznego palenia drewnianych kół w czasie Kupały. Tradycja została zachowana, zaginął z kolei jej sens. Osobiście wątpię, by współcześnie palono opony z traktora, gdyby pamiętano, że nie chodzi o palenie koła samego w sobie, tylko o palenie symbolu solarnego, by wspomóc Słońce w jego rocznej wędrówce po niebie. Co by nie mówić, setki lat chrystianizacji kraju zrobiły swoje.

Palenie słomianego koła, Noc Kupały 2017, Gromada Raróg, Poznań
(zdjęcie: Monika Garczarek)
Natchniony przemyśleniami w tym temacie postanowiłem przybliżyć czytelnikom bloga jeszcze kilka innych przykładów zwyczajów i symboli, których pierwotna celowość i znaczenie uległy zapomnieniu, bądź zostały nadpisane nowym. O tradycjach kolędniczych nie będę tu pisał, gdyż popełniłem już na tej stronie artykuł, do którego serdecznie odsyłam. Podobnie rzecz ma się ze znaczeniem symboli na obrzędowych ręcznikach ze wschodniej Słowiańszczyzny (zobacz).