niedziela, 27 września 2020

Tęcza, zmiana płci i moce magiczne

Józef Janowski, "Krajobraz z tęczą" (domena publiczna)
W kulturze ludowej Słowian zachowało się sporo wierzeń dotyczących tęczy. Jednakże jedno z nich przykuwa szczególną uwagę. Mowa o opisanym krótko przez Kazimierza Moszyńskiego przekonaniu o konsekwencjach, jakie czekają tych, którzy napili się z tego samego miejsca, z którego pije tęcza:
"W wielu krajach Słowiańszczyzny południowej i poczęści północnej (w Serbochorwacji, Bułgarji, na Małorusi) mieli etnografowie sposobność notować jeszcze jeden zajmujący przesąd o tęczy. Zdaniem mianowicie wieśniaków ktokolwiek napiłby się się wody z miejsca, skąd pije tęcza, albo ktoby przeszedł pod tęczą it.p., ten z mężczyzny stanie się kobietą, względnie z kobiety - mężczyzną (albo - co rzadziej słyszymy - ten zamieni się w zwierzę). Podobne mniemanie istnieje m.i. u różnych tubylczych ludów Transkaukazji"1.
W tym krótkim fragmencie kryje się więcej treści mitycznych niż może wydawać się na pierwszy rzut oka. Dlatego też dla lepszego zrozumienia powiązania tęcza - zmiana płci i pośrednio tęcza - zmiana płci - moce magiczne warto rozłożyć ten tekst na czynniki pierwsze.

środa, 23 września 2020

Piotr Korczyński, "Dla ojczyzny ratowania: szubienica, pal i kula. Dyscyplina w dawnym Wojsku Polskim". Recenzja.

Jak w polskim wojsku na przestrzeni wieków prezentowała się dyscyplina? Na to pytanie próbuję odpowiedzieć Piotr Korczyński w swej najnowszej książce.

Piotr Korczyński, "Dla ojczyzny ratowania: szubienica, pal i kula"
Wydawnictwo Naukowe PWN, 2019, 340 stron.

W polskiej świadomości historycznej wojsko zajmuje miejsce szczególne. Polska od zarania dziejów biła się z wieloma wrogami. W szkołach uczymy się o twardych rycerzach spod Grunwaldu, skrzydlatej husarii, walecznych ułanach czy dzielnych żołnierzach generała Andersa. Jednak rzadko zawraca się uwagę na to, że wojsko tworzyli ludzie, a sama wojna potrafiła obedrzeć ich ze wszelakich ludzkich odruchów. Aby zapanować nad dezerterami, wojskowymi konfederacjami czy inną niesubordynacją w armii, potrzebna była dyscyplina.

sobota, 19 września 2020

Artur Kijas, "Początki państw. Ruś". Recenzja.

 Wszyscy chyba znamy legendy o początkach państwa polskiego - jeden z ich bohaterów miał udać się na wschód i dać początek Rusi. Nasi sąsiedzi znają jednak nieco inną wersję tej opowieści. Artur Kijas, opierając się na staroruskich kronikach, przedstawia nam ją w swojej nowej książce.

Artur Kijas, "Początki Państw. Ruś"
Wydawnictwo Poznańskie, 2014, 328 stron. 
Ruś stworzyła zręby swojej państwowości w tym samym niemal czasie co Polska, a tymczasem ten etap jej historii pozostaje prawie zupełnie nieznany dla przeciętnego czytelnika. Gdy Polskę dotknęło rozbicie dzielnicowe, z podobną sytuacją musieli zmierzyć się także władcy kijowscy. Długo można by wymieniać podobieństwa, wystarczy jednak zaznaczyć, że plemię zamieszkujące okolice Kijowa nazywało siebie... Polanami, a to daje olbrzymie pole do spekulacji.

Autor, jak sam przyznaje, podjął się próby syntezy dziejów Rusi nazywanej Kijowską od jej legendarnych początków aż po upadek w 1240 roku, spowodowany najazdem mongolskim. Bazą dla tej pracy są liczne opracowania i artykuły, ale głównym źródłem pozostają kroniki i latopisy, szczególnie Powieść doroczna (w Polsce wydana jako Powieść minionych lat). Ze skrupulatnością obcą swoim średniowiecznym kolegom Artur Kijas przedstawia genezę ruskiej państwowości i próbuje odpowiedzieć na związane z nią podstawowe pytania. Jednym z nich jest, dyskutowana już od XVIII wieku, kwestia udziału przybyszów ze Skandynawii, Waregów, w stworzeniu największego słowiańskiego państwa.

niedziela, 13 września 2020

Z historii Kazimierza Dolnego...

Kazimierz był zmienny. Raz był Sprawiedliwy, raz Wielki, a innym razem Dolny. Kiedy zdecydował się być Wielki to podobno wziął kielnie i wymurował Polskę. Sprawiedliwy też był podobno bardzo, zwinnie posługując się kijem lub marchewką. Wszystkie 3 Kaźki spotkały się w Kazimierzu. Dolnym. 

Kazimierz Dolny (woj. lubelskie), widok ze Wzgórza Trzech Krzyży.
Zdjęcie: Elapros; na licencji CC BY-SA 4.0
Zanim jednak Kazimierz stał się Dolnym był Wietrzną Górą i Skowieszynem. Z tych czasów zostało nam trochę ceramiki i wieża. Reszta albo leży i czeka na odkopanie albo już jej nie ma. Na szczęście znaleźli się tacy, którym chciało się siedzieć na niewygodnym krześle, w ciemnej komnacie i maczać pióro w atramencie. Z tego maczania wychodziły później kroniki, które powodowały nie tylko odpowiedzi na pytania ale również spektakularne spory i śmiałe hipotezy. Nie jedna klawiatura padła trupem nie wytrzymując trudów prowadzenia wieloletnich sporów, nie tylko w kwestii Kazimierza.

niedziela, 30 sierpnia 2020

Igor D. Górewicz, "Borek i legendarne początki Polski". Recenzja.

"Borek i legendarne początki Polski" to najnowsza część przeznaczonej dla dzieci serii książek Igora Górewicza fabularyzującej słowiańskie realia. Pierwsze wrażenie jest korzystne. Przed nami licząca 250 stron opowieść w twardej oprawie (format B5).

Igor D. Górewicz, "Borek i legendarne początki Polski", Wydawnictwo "Triglav", Szczecin 2020, 250 stron.
Kolorowa ilustracja na okładce dobrze oddaje tematykę książki i jednocześnie trafia w estetykę grupy docelowej, do której w moim osobistym odczuciu ta opowieść jest kierowana, czyli do dzieci z - oczywiście mocno uogólniając - późnej edukacji wczesnoszkolnej lub klas mniej więcej od czwartej do szóstej, zwłaszcza że na tym właśnie etapie utrwala się w edukacji polonistycznej pojęcie legendy oraz przykłady konkretnych legend, z naciskiem na lokalne.

sobota, 22 sierpnia 2020

Strigôň, "Posledný Strom". Recenzja.


"Posledný Strom" to drugi album słowackiej kapeli Strigôň. Z jednej strony możemy powiedzieć, iż jest to kontynuacja stylu obranego na debiucie, z drugiej zaś słychać pewne różnice, które warto odnotować. Muzycznie nadal jest to folk stylizowany na klimaty wczesnego średniowiecza i fantastyki. Jest to już jednak twór bardziej autonomiczny. Wcześniejsze inspiracje polskim Percivalem i ścieżką dźwiękową z gry "Wiedźmin: Dziki Gon" zeszły jakby na dalszy plan.

sobota, 15 sierpnia 2020

O tym jak Matka Boża uchroniła kłosy zboża przed gniewem jezusowym

Matka Boska Zielna, XIX wiek, domena publiczna.
I stawiają Częstochowskiej, by podniosła rączkę,
Nad firletkę, macierzankę i nad srebrną drżączkę,
Nad rozchodnik i lawendę, nad rutę i miętę.
Bo to wszystko przecież Boże , bo to wszystko święte.
Stali czytelnicy niniejszego bloga i osoby po prostu zainteresowane wierzeniami ludowymi wiedzą już zapewne, że w apokryfach ludowych kryje się wiele archaicznych, zgoła niechrześcijańskich treści. Są one skarbnicą wiedzy na temat postrzegania świata w kulturze ludowej, są swego rodzaju mitami, opisującymi różne aspekty świata - jego powstanie, działanie, czy porządek społeczny. Choć pojawiają się w nich postaci znane z chrześcijaństwa, takie jak Jezus, Bóg, diabeł, Przenajświętsza Panienka, czy poszczególni święci, to z tradycją biblijną nie mają zbyt wiele wspólnego. Można by rzec, że owe teksty kultury są w sporym stopniu pogańskie, zespolone na stałe z chrześcijańską eschatologią. Czasem mogą nam posłużyć do rekonstrukcji dawnych mitów, a czasem takie ich wykorzystanie jest niemożliwe, gdyż ukształtowały się już długo po wdrożeniu procesu chrystianizacji. Niemniej jednak nadal mogą powiedzieć nam dużo o ludowej wizji świata.

W niniejszym wpisie zapoznamy się z ciekawym podaniem ze Śląska Opolskiego (czy jak kto woli, Śląska Górnego), w którym Matka Boża uchroniła kłosy zboża przed bożym gniewem. Na końcu załączonych zostało kilka komentarzy na jego temat.