Widok na Święty Krzyż od strony Nowej Słupi. Lipiec 2019. |
niedziela, 23 czerwca 2019
Jak przerwać milczenie owiec? (W sprawie Łysej Góry)
sobota, 22 czerwca 2019
Slavogorje, "Pjesni". Recenzja.
"Sława zorzy porannej, co jaśnieć zaczyna
Sława nadziei, co rodzi się między nami
Sława blaskowi nadziei, co serca odradza
Sława naszej sile, co z ziarna nadziei wykwita"
Album "Pjesni" chorwacko-polskiego projektu Slavogorje to jedna z najciekawszych pozycji black/pagan metalowych ostatnich lat. Tak, jest to jedna z najciekawszych, lecz nie najlepszych. Wielu fanów Slavogorje z utęsknieniem wyczekiwało tej płyty. Została ona nagrana po około pięcioletniej przerwie. Sam zespół po reaktywacji przestał być projektem czysto chorwackim, bowiem dołączyli do niego polscy muzycy znani pod pseudonimami Rugiewit i Radbor (ten drugi odpowiedzialny jest za nagrany wspólnie z Percivalem "Słowiański mit o powstaniu świata"). Można swobodnie rzec, że "Pjesni" raczej zadowoliły fanów, były mniej więcej tym, czego oczekiwano. Pytanie, czy jest to album, który zachwyci pozostałych słuchaczy? Odpowiedź nie jest prosta.
Przede wszystkim "Pjesni" są albumem bardzo zróżnicowanym. Oprócz typowego black/pagan metalu liczne są tu elementy neofolku i ambientu. Co ciekawe, to właśnie te neofolkowe i ambientowe fragmenty nadają "blekowy", mroczny klimat skuteczniej niż pojawiająca się tu i ówdzie gitarowa sieczka. Jest to między innymi zasługa obecnych na całym albumie gościnnych występów. Niezmiernie cieszą obecne w wielu momentach damskie wokale Myriad i Olji (Loell Duinn). Na "Pjesniach" usłyszymy też dźwięki wiolonczeli: w utworach "Ispovijest", "Put stabala" i "Simargl" zostały nagrane przez Alberto Surina, z kolei w utworze "Vrelo mrzlovode" udzieliła się Katarzyna Bromirska znana szerzej z kapeli Percival Schuttenbach.
czwartek, 20 czerwca 2019
Słowiański kontekst plecenia wianków na Boże Ciało
![]() |
Rycina Michała Elwiro Andriollego (1836-1893; domena publiczna). |
niedziela, 16 czerwca 2019
"My Słowianie. Dzieci Mokoszy, czciciele Świętowita" - polemika z artykułem Doroty Krupińskiej
W dniu 14 czerwca 2019 roku w dziennikach Polska Press Grupa (np. "Nowości Toruńskie", "Kurier Lubelski" etc.) ukazał się artykuł Doroty Krupińskiej pt. "My Słowianie. Dzieci Mokoszy, czciciele Świętowita". Można by rzec, że jest to dobry sposób na promowanie rodzimowierstwa. Niestety artykuł został puszczony do druku bez pełnej autoryzacji i zawiera on sporo niejasności i przekłamań. Zaistniała więc potrzeba sprostowania pewnych kwestii, jednak części z zawartych w artykule informacji nie da się sprostować w prosty sposób. Przyjmijmy więc, że niniejszy artykuł będzie polemiką z artykułem Doroty Krupińskiej.
![]() |
Obchody rodzimowierczego święta Stado, Owidz 2017 (fot. Chociemir Łożański) |
Nim jednak przejdę do polemiki warto napisać kilka dodatkowych słów wprowadzenia. Autor niniejszego tekstu jest rodzimowiercą od lat ośmiu. Będąc członkiem rodzimowierczych grup takich jak Stowarzyszenie Kałdus (kujawsko-pomorskie) i Wilki, Kruki i Niedźwiedzie (Śląsk) bierze aktywny udział w niemal wszystkich świętach obu gromad, sporadycznie odwiedza również święta innych grup. Aktywnie działa na rzecz promocji rodzimowierstwa, rodzimej kultury i historii organizując wykłady i spotkania z kulturą Słowian. Od trzech lat w miarę skromnych możliwości wspomaga organizację Ogólnopolskiego Święta Stado. Wiedza ta jest czytelnikowi właściwie zbędna, jednak co poniektórzy z Was, drodzy Czytelnicy, bywają skłonni w swym zapale odrzucać niewygodne informacje. Niech będzie jasnym, iż autor tekstu "nie jest z pierwszej łapanki" i zna "zaplecze" środowiska rodzimowierczego, z pełną świadomością jego różnorodności i wielości podejść do "słowiańskiej duchowości".
Pierwsze nieścisłości pojawiają się już w pierwszym akapicie (sic) artykułu Krupińskiej, jednak są one naprawdę drobne w porównaniu z wieloma późniejszymi. Zacznijmy więc od zdania "W całej Polsce kilkadziesiąt tysięcy osób to rodzimowiercy, kultywujący dawne zwyczaje Słowian". Nie ma żadnych rzetelnych danych na temat liczebności rodzimowierstwa w Polsce. Wg ostrożnych szacunków można założyć, że aktywnych (sprawujących kult) rodzimowierców w Polsce jest od kilkuset do dwóch tysięcy. Wg nieostrożnych szacunków, uwzględniających również "nieaktywnych" rodzimowierców, możemy mówić o kilkunastu tysiącach. Liczba kilkudziesięciu tysięcy jest wyciągnięta z kapelusza.
sobota, 8 czerwca 2019
Sutari, "Osty". Recenzja.
Kapela Sutari ustawiła wysoko poprzeczkę wydanym w 2014 roku debiutem pt. "Wiano". Był to album pełen świeżości, improwizacji, transowości, a mimo to twardo osadzony w rodzimej kulturze. Nagrać album będący godnym następcą "Wiana" było nie lada zadaniem. Na szczęście te trzy żywiołowe dziewczyny wyszły z tego obronną ręką.
sobota, 1 czerwca 2019
Grodzisko Góra Królowej Bony, Stara Łomża przy Szosie (woj. podlaskie)
Grodzisko w Starej Łomży zwane "Górą Królowej Bony" (stanowisko Stara Łomża 1) znajduje się na cyplu położonym na południowej, wysokiej krawędzi doliny Narwi, wyniesionej 8-9 metrów ponad powierzchnię doliny. Jest to pierwotna lokalizacja Łomży, stąd po przeniesieniu w jej obecne miejsce, otrzymała przymiotnik "Stara". Należy do jednego z największych tego typu obiektów na Mazowszu. Całość obiektu, licząc po zewnętrznej granicy fos i wałów, sięga 2 ha. Od północnego wschodu ograniczony jest doliną Narwi, od północy i zachodu - jarem otwartym na Narew, a od wschodu kolejnym obniżeniem opadającym ku rzece. Najłatwiejszy jest dostęp od strony południowej, od strony wysoczyzny.
![]() |
Stara Łomża, woj. podlaskie. Wczesnośredniowieczny kompleks osadniczy, grodzisko z podgrodziami z XI – pocz. XIV w., widok od zachodu. Stan z 1993 r., fot. W. Stępień; w ramach licencji CC BY-NC-ND 3.0. |
Ochrona konserwatorska
Grodzisko podlega ochronie konserwatorskiej na podstawie wpisu do rejestru zabytków województwa białostockiego z dnia 30.03.1967 r., obecny nr rej. C-87.
Historia badań
W latach 1966-1974 architekt Tadeusz Żurowski prowadził amatorskie prace na grodzisku, dzięki którym odkryto umiejscowienie bramy wjazdowej na gród. W trakcie badań wykopaliskowych w latach 1982-1984 założono 9 wykopów przecinających obszar stanowiska od majdanu członu głównego po wał zewnętrzny 2. "podgrodzia". Przebadano łącznie blisko 4 ary powierzchni, a więc około 2% powierzchni stanowiska.
niedziela, 26 maja 2019
Andrzej Bieńkowski, "Ostatni wiejscy muzykanci". Recenzja.
Andrzej Bieńkowski w swej książce "Ostatni wiejscy muzykanci" przybliża czytelnikowi zapomniany świat wiejskiej muzyki. Ukazuje jego kulisy, jego wzloty, bolączki, utracone nadzieje, (nie)zwykłe historie (nie)zwykłych ludzi. Czytelnik ma więc okazję zanurkować w prawdziwy świat folkloru, prawdziwej muzyki tradycyjnej, z dala od wykoślawienia państwowych Zespołów Pieśni i Tańca.
Książka Bańkowskiego jest swego rodzaju reportażem i podsumowaniem ponad dwudziestu lat badań terenowych autora. Jest zbiorem historii, anegdot, fotografii. Jest dokumentem zawierającym obraz odchodzącej w zapomnienie wsi. Autor nie ucieka od prób uchwycenia powodów takiego stanu rzeczy. Wnikliwie analizuje przyczyny odsunięcia w cień dawnych mistrzów. Zdumiewającym jak dawni mistrzowie, dawni "szamani wesel" zostali pozostawieni samym sobie, opuszczeni ze swoją muzyką. Dzięki "Ostatnim wiejskim muzykantom" możemy poznać autentyczny świat wiejskiego folkloru. Dla przeciętnego Kowalskiego takim obrazem pozostają wspomniane wyżej Zespoły Pieśni i Tańca. Jednak mistrzowie nie byli zainteresowani dołączaniem do nich, zajęci ogrywaniem kolejnych wesel. ZPiT zostało rekrutowanie grajków miernych, potrafiących zagrać tylko podstawową melodię, bez wszystkich ozdobników, improwizacji, bez właściwego tej muzyce "feelingu". A tymczasem muzyka mistrzów charakteryzowała się swoistą transowością i różnorodnością. Prawdziwy mistrz potrafił ogrywać krótki motyw oberka godzinami tak, aby ani razu nie powtórzyć się w użytych ozdobnikach. Improwizacja była stałym elementem gry dawnych skrzypków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)